Półwysep Helski to dużo więcej niż piasek, woda i słoneczna aura – choć to właśnie tu słońce świeci najmocniej na Wybrzeżu, a plaże cieszą się mianem legendarnych. To także stolica sportów wodnych, kraina rybackich kutrów, ukrytych w lasach bunkrów i huśtawek, fascynującej historii, rekordowo długich rzeźb – i oczywiście morświnów oraz sympatycznych fok. W ramach kampani „Poznaj Polskę… w weekend” i w towarzystwie „Power Couple” państwa Torres eksplorujemy i opisujemy dla Was Mierzeję Helską. Przed Wami jeden z możliwych scenariuszy weekendowego pobytu na jednym z najbardziej zdumiewających półwyspów świata.

Jeszcze w XVII w. na Hel można było dostać się tylko statkiem lub wpław – była to bowiem jedna z kilku osobnych wysepek, oblewanych ze wszystkich stron spienionymi wodami Bałtyku. Z czasem jednak wspólne działania morza (które nanosiło kolejne tony piasku) oraz człowieka (który naturalne konstrukcje umacniał) sprawiły, że archipelag zmienił się w mierzeję. Na tyle niezwykłą, że w 2013 r. trafiła nawet na stworzoną przez serwis The World Geography listę 15 najbardziej zdumiewających półwyspów świata.

Wąziutki pas lądu oddzielający otwarte morze od Zatoki Puckiej liczy sobie 34 km długości, a w najcieńszym miejscu ma zaledwie 100 m, czyli niewiele więcej niż pełnowymiarowe boisko piłkarskie. Nic dziwnego, że tylu tutaj turystów – w końcu bez względu na to, gdzie zamieszkamy, do plaży zawsze będzie blisko. Ale Półwysep Helski to nie tylko „podwójne morze” i wspaniały piasek. To także wyjątkowo pomyślne wiatry dla amatorów wind- i kitesurfingu. Poszukiwacze historycznych ciekawostek znajdą tu pozostałości dawnych bunkrów i umocnień, łowcy autografów obłowią się w luksusowej Juracie i hipsterskich Chałupach – ulubionych nadmorskich miejscówkach polskich gwiazd i celebrytów. Przyrodnicy mogą podziwiać unikalne ekosystemy lasów sosnowych, a milusińscy z pewnością chętnie odwiedzą najsłynniejsze polskie fokarium.

Wraz z „power couple” państwem Torres spędziliśmy 3 intensywne dni na Półwyspie Helskim, sprawdzając najciekawsze atrakcje, spacerując poza utartymi szlakami i zaglądając do najbardziej magicznych zakątków Chałup, Jastarni, Juraty i Helu. Dziś podpowiadamy, jak jak zaplanować pełen pozytywnych wrażeń weekend w najbardziej słonecznej (i wietrznej) części polskiego wybrzeża. 

Hotel Hel *** w Helu na Helu to nowoczesny, elegancki i jedyny 4-gwiazdkowy obiekt na całym półwyspie.  Położony jest w sąsiedztwie leśnego pasa Nadmorskiego Parku Krajobrazowego  – tylko 500 m do plaży od strony zatoki, 900 od strony otwartego morza i 650 m od fokarium.

Kusi nie tylko lokalizacją w samym sercu kurortu, ale także atrakcjami na miejscu. Do dyspozycji gości pozostają basen, sauna sucha i parowa, a także wypożyczalnia rowerów, leżaków i parawanów.  

Zobacz inne hotele na Półwyspie Helskim >>

Hotel Meridian & SPA ⋆⋆⋆⋆

Idealne miejsce na wypoczynek, zlkalizowane nad samą Zatoką Pucką i w pobliżu pięknej bałtyckiej plaży. Goście mogą korzystać z nowoczesnych pokoi i apartamentów wyposażonych w łazienki, telewizory LCD, sejfy, lodówki i bezpłatne Wi-Fi.

W hotelu znajduje się kryty basen z hydromasażami, kompleks saun, jacuzzi, gabinety spa i masażu oraz wypożyczalnia kijków do nordic walkingu. Dla dzieci przygotowano salę zabaw z wieloma atrakcjami. Hotelowa restauracja serwuje dania kuchni polskiej i europejskiej oraz oferuje taras z widokiem na zatokę.

Best Western Hotel Jurata ⋆⋆⋆

Hotel położony w sosnowym lesie przy samych wydmach i zaledwie 300 m od morza, oferuje luksusowy wypoczynek w Juracie, znanej jako polskie Cannes. Goście mają do dyspozycji komfortowe pokoje z telewizorami LCD, łazienkami, zestawami do parzenia kawy i herbaty, lodówkami i sejfami.

Hotel oferuje basen z jacuzzi, sauny, siłownię, kręgielnię i bilard. Dla dzieci przygotowano plac zabaw, boisko i stół do ping-ponga. W hotelowym bistro serwowane są dania z lokalnych produktów, a menu zmieniane jest sezonowo, zapewniając różnorodność.

Hotel Dom Zdrojowy Resort & SPA ⋆⋆⋆⋆

Hotel położony wśród wydm, zaledwie 50 m od Bałtyku i 10 minut spacerem od Zatoki Puckiej, oferuje nowoczesne, luksusowe pokoje z balkonami, klimatyzacją, minibarem i szybkim internetem.

Goście mają łatwy dostęp do plaży, strefy wellness z basenem, jacuzzi, saunami i spa z zabiegami kosmetycznymi. Dla dzieci przygotowano brodzik, plac zabaw, salę zabaw i specjalne menu w restauracji. Hotelowa restauracja serwuje dania kuchni śródziemnomorskiej i polskiej, a kawiarnia z tarasem oferuje szeroki wybór kaw i deserów.

Hel wita nas słońcem. I trudno się temu dziwić, w końcu to właśnie na Mierzei Helskiej statystycznie odnotowuje się najwięcej słonecznych dni w roku (aż 70). Za to wiatr wieje tu najsilniej w całym kraju i nas jego delikatny podmuch – zaraz po zameldowaniu się w hotelu i rozpakowaniu bagaży – prowadzi nad spokojne wody Zatoki Puckiej, wprost na bulwar nadmorski. 

Pomnik Neptuna

Hel czy Bolonia? – stojąc przed monumentalnym, granitowym, wysokim na 5,5 metra pomnikiem Neptuna, przez chwilę mamy wątpliwości. Helska podobizna mitologicznego boga mórz i oceanów to wierna replika słynnej włoskiej rzeźby Giambologny – jako pierwsza na świecie w całości wykonana z kamienia. Według legendy dwukrotne okrążenie statuy to gwarancja powodzenia i sukcesu. 

Czym prędzej obiegamy rzeźbę i, zahaczając po drodze o wysoka na nieco ponad 2 metry, wykonaną przez Tomasza Ołdziejewskiego z ok. 50 kg bursztynu replikę helskiej latarni oraz wytralowaną w 1998 roku XVII-wieczną kotwicę admiralicji, kierujemy się wprost do Muzeum Rybołówstwa.

Muzeum Rybołówstwa

Trzeba przyznać, że ta dostępna do zwiedzania codziennie w godz. 10-18 placówka naprawdę robi wrażenie. Nowoczesna ekspozycja mieści się w murach dawnego kościoła z XV w., z którego wieży rozpościera się jeden z najlepszych widoków w okolicy. Widać stąd jak na dłoni portowy basen wewnętrzny, plażę nad zatoką, kolorowe kutry i fasady ryglowych domków i niskich murowanych chat rybackich rozsianych przy ul. Wiejskiej i nadmorskim bulwarze. W muzeum zobaczyć można na własne oczy największą bezpokładową łódź do połowów przybrzeżnych, drewnianą łódź motorową i fragmenty innych statków, które pływału niegdyś po wodach Bałtyku, a dziś zacumowały na stałe na dziedzińcu Oddziału Narodowego Muzeum Morskiego. Wizyty wewnątrz „świątyni rybołówstwa” to okazja, by zwiedzić wystawę etnograficzną poświęconą łodziom i sprzętom rybackim z terenów Zatoki Puckiej oraz południowego wybrzeża Bałtyku i zapoznać się bliżej z życiem i działalnością ludzi morza.

A jeśli ktoś chciałby zobaczyć rybaków w szczególnie efektownej odsłonie, koniecznie musi wybrać się do zlokalizowanego nieopodal (niespełna godzina jazdy pociągiem) Pucka, gdzie co roku 29 czerwca odbywa się Morska Pielgrzymka Rybacka i z Kuźnicy przypływa do tutejszej przystani uroczysty orszak bogato przystrojonych kutrów. My na razie się nie decydujemy, gdyż spieszno nam do poznania bodaj najsympatyczniejszych mieszkańców wybrzeża… 

Praktyczna wskazówka! Cena biletów do Muzeum to 15 zł/os. dorosła i 8 zł/ dziecko. W środy wstęp na wystawę stałą jest bezpłatny, a cena wejścia na wieżę widokową i wystawę czasową to tylko 5 zł/os. 

Fokarium 

Unda słynie z pięknych oczu i głosu przypominającego okrętową syrenę, Estonka Ewa uwielbia wodne igraszki, a Bubas to doświadczony podróżnik, który mógłby opowiedzieć niejedną ciekawą historię. Na co dzień towarzyszą im jeszcze Ania oraz najmłodszy w tym towarzystwie Fok. Wszystkie mają szare futerko (choć w różnych odcieniach), sympatyczne mordki i wilczy apetyt na śledzie. O kim mowa?

Oczywiście o bałtyckich fokach, które można spotkać w Fokarium Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego na Helu. Cała szóstka zdążyła już sobie zaskarbić sympatię setek tysięcy dzieciaków, które zawsze tłumnie stawiają się przy helskich basenach w okolicach godziny 11, 12.30, 14 i 16, czyli w porze karmienia. W czasie tego codziennego rytuały każde ze zwierzątek kolejno wychodzi na brzeg i demonstruje swoje umiejętności, by zasłużyć na porcję smakołyków. A jeśli wciąż nam będzie mało, warto zajrzeć na ciekawą wystawę „Ssaki naszego morza” oraz do „żywego kina”, czyli specjalnej sali z ogromną szybą, przez którą można podglądać foki baraszkujące pod wodą.

Praktyczna wskazówka! Obecnie obowiązuje limit wejść do 350 osób na każde karmienie w zależności od dostępności basenów do obserwacji; wejście przez automatyczną bramkę po uiszczeniu opłaty 2 x 5 zł/os. – nie zapomnijcie monet o nominale 5 zł 

Park wydmowy 

Pomiędzy schroniskiem dla fok a Domem Morświna rozciąga się jedna z najpiękniejszych ścieżek spacerowych na całym półwyspie – park wydmowy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tu nic albo, będąc bardziej precyzyjnym, było tu wszystko. Bo i gruz, i śmieci, i ani śladu wydm, które jeszcze do lat 70-tych ubiegłego stulecia naturalnie się tu tworzyły.

Po kompleksowych pracach budowlanych i botanicznych prowadzonych tu od 2007 roku miasto zyskało nową atrakcję turystyczna o proprzyrodniczym i edukacyjnym charakterze, a przy tym… romantyczną miejscówkę dla zakochanych. Drewniane pomosty wzniesione ponad wydmami zachęcają do spacerów, a ławeczki (w tym takie ukryte za przeszklonymi tarasami) do długich rozmów z widokiem na zatokę.   

Dom Morświna

Blisko zejścia z kładki, nieopodal wielkiej rzeźby ryby wykonanej… z plastikowych butelek, znajdujemy jedno z najmniejszych muzeów, a przy tym jedyną taką placówkę w naszym kraju – Dom Morświna. Mikromuzeum, będące częścią Stacji Morskiej im. Profesora Krzysztofa Skóry należącej do Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego, w całości dedykowane krytycznie zagrożonemu gatunkowi bałtyckiego walenia – morświnowi. 

Choć niewielkich rozmiarów, robi wielkie wrażenie i pozostawia wiele do myślenia. Ekspozycję, filmy i animacje dostępne wewnątrz budynku uzupełniają zewnętrzne tablice informacyjne nt. waleni, które w ostatnich dziesięcioleciach odwiedziły polską część Bałtyku. Czy wiecie, że w 2017 roku po wodach Zatoki Gdańskiej pływał ważący kilkadziesiąt ton finwal? Jeśli przegapiliście ten wielkiej wagi fakt, warto zawitać do Domu Morświna lub wziąć udział w warsztatach Błękitnej Szkoły (zajęcia z zakresu biologii i ekologii Morza Bałtyckiego oraz problemów środowiskowych wynikających z działalności człowieka) organizowanych w budynku Stacji Morskiej. 

Informacja praktyczna! W związku z pandemią Dom Morświna pozostaje czasowo zamknięty, niemniej warto udać się pod jego gmach, by obejrzeć plenerową wystawę fotografii i zobaczyć na własne oczy czaszkę potężnego finwala. Ceny biletów do muzeum (przed zamknięciem): normalny – 2 zł, ulgowy – 1 zł.

Lunch: Kutter

Nadmorskie powietrze zaostrza apetyt, a rybackie kutry i sieci rybackie wkomponowane w krajobraz nadmorskiego bulwaru inspirują do połowu najlepszego miejsca na obiad. Przyznamy się do czego, o tym, gdzie będziemy jeść w Helu, zdecydowaliśmy jeszcze w stolicy… i najwyraźniej nie tylko my, bo do lokalu przy ul. Wiejskiej 88 ciągnie się kilkumetrowa kolejka. Czekamy, ale już pierwsze sekundy wewnątrz lokalu wynagradzają nam trud oczekiwania. 

U progu wita nas kelnerka w tradycyjnym kaszubskim stroju, a karty menu wciągają nie mniej niż 100-letnie pocztówki zdobiące ściany lokalu. W ofercie króluja dania rybne przyrządzone według tradycyjnej receptury. Zamawiamy zupę rybną, turbota i gołąbki z dorsza, a czas oczekiwania na realizację zamówienia umila nam studiowanie elementów wyposażenia – od makiet statków przez stylowe instrumenty muzyczne po rybackie sieci. W Kuttrze nie tylko dobrze karmią, ale i zabawiają. Po południu w restauracji grywają pianiści, zespoły jazzowe, rozrywkowe i kapele kaszubskie. Nie brak też miejsce do tańca. 

Latarnia i zachód słońca na Początku Polski 

Słońce powoli ucieka nam już za horyzont, a my na zakończenie dnia biegniemy na majestatyczny spektakl na Początku Polski. W drodze zahaczamy jeszcze o ceglaną latarnię morską wzniesioną w 1942 roku na planie ośmioboku w miejsce wysadzonej w 1939 roku poprzedniczki. Robimy zdjęcie na tle smukłej wieży i wracamy na drogę prowadzącą przez sosnowy las (i pozostałości bunkrów i innych elementów fortyfikacji) wprost na Promenadę Helską – elegancki, drewniany deptak umożliwiający wygodne obejście całego Cyplu Helskiego. 

 

Gdy stajemy na drewnianej kładce okalającej niezwykły zakątek Polski oblewany z trzech stron morską wodą, słońce właśnie rozpoczyna swój codzienny wieczorny rytuał.  Pomarańczowa poświata rozlewa się po tafli wody, wydobywając dla oczu sylwetki par leniwie spacerujących tuż przy brzegu i po drewnianym pomoście. Ktoś robi zdjęcie-pocztówkę w scenerii krańca Polski, ktoś inny zerka przez lunetę obserwacyjną, a my niespiesznym krokiem zmierzamy w stronę Kopca Kaszubów – kamiennego obeliska, symbolizującego miejsce-początek Rzeczypospolitej oraz jedność i tożsamość społeczności kaszubskiej (co wyraża Gryf Kaszubski umieszczony w centralnej części kamiennej kompozycji).

Inspiracji do budowy monumentu poszukiwać można takżę w legendzie o Stolemach Kaszubskich – spokojnych olbrzymach, które dawniej władały Pomorzem. Wielkoludy te odznaczały się nieprzeciętną siłą, wiarą, niezłomnością i hartem ducha – zestawem cech, które nieprzypadkowo przypisywane są także kaszubskim rybakom. Choć do dziś po Stolemach pozostały tylko kamienie, niektórzy wierzą, że gy na świecie zapanują powszechna zgoda i przyjaźń, potężne głazy wybudzą się ze snu i zamienią z powrotem w przyjazne olbrzymy. 

Budzi nas letnie słońce i niepohamowana ochota na przygodę i aktywności. W pośpiechu jemy śniadanie, zakładamy kostiumy kąpielowe, pakujemy ręczniki i ruszamy popływać na desce. 

Surfing na wodach Zatoki Puckiej 

Choć surfing nie jest może naszym narodowym sportem, z przedrostkiem „wind…” lub „kite…” staje się coraz bardziej popularny – a trudno w Polsce o lepsze miejsce do jego uprawiania niż wody Zatoki Puckiej. Regularne wiatry zapewniają odpowiedni napęd, a rozległe płycizny gwarantują bezpieczną i skuteczną naukę. Raj dla surferów, i eldorado dla amatorów głębszych przyjemności, którzy znajdą tu m.in. zatopiony ok. 2 km od Jastarni ścigacz ORP „Groźny”, doskonale zachowany trałowiec ORP „Delfin” albo pozostałości legendarnego niszczyciela ORP „Wicher” w pobliżu helskiego portu.

My na zgłębienie tajników pływania na desce wybieramy Jastarnię, która może się poszczycić największą płycizną na całym półwyspie – nawet do 3 km od brzegu! Tak duża mielizna umożliwia bezpieczne i efektywne prowadzenie zajęć przy wszystkich kierunkach wiatru. I nawet gigantyczne korki na drodze z Trójmiasta nie są w stanie odstraszyć tłumów. Sezon do nauki sportów wodnych trwa tu niemal cały rok. Po 2 godzinnej lekcji pod okiem Janka z Surf Szkoły rozumiemy dlaczego. 

Jastarnia 

Jeszcze przed opuszczeniem Jastarni decydujemy się na krótki spacer ulicą Sychty, pełniącą funkcję deptaka, wizytę w neobarokowym kościele Nawiedzenia NMP z oryginalna amboną w kształcie łodzi oraz w Chacie Rybackiej (zbudowanej niemal w całości z drewna pochodzącego z rozbitych statków). Ostatnim punktem odhaczonym na mapie atrakcji popularnego letniska jest najniższa latarnia w całej Polsce. Choć mierzy jedyne 13,3 m wysokości), zasięg ma całkiem spory, bo aż 28 km. 

To znacznie mniej niż trasa dzieląca nas od zlokalizowanych przy plaży od strony morza Ciężkich Schronów Bojowych „Sęp” i „Saragossa”. Trzeba przyznać, że widok beztroskich plażowiczów chroniących się przed wiatrem nie tylko za parawanem, ale i grubą ścianą potężnej konstrukcji militarnej z żelbetonu robi spore wrażenie. Trudno o lepszy wstęp do realizacji dalszych planów przewidzianych na ten dzień – wracamy do Helu na szlak historii militarnej. 

Helski Kompleks Muzealny

Półwysep Helski (a Hel w szczególności) to mekka wszystkich zafascynowanych historią militarną. Tutejsze bunkry i umocnienia należą do najciekawszych w całej północnej Polsce, a Muzeum Obrony Wybrzeża z gigantyczną baterią Schleswig-Holstein – największym nadbrzeżnym stanowiskiem artyleryjskim na świecie – warto odwiedzić nawet jeśli nie potrafimy odróżnić moździerza od haubicy. W promieniu maksymalnie do 4 km od MOW znajdują się trzy inne obiekty wchodzące w skład Helskiego Kompleksu Muzealnego: Muzeum Helu, Pracownia Konserwatorska, Muzeum Kolei Helskich i stanowisko baterii H. Laskowskiego. Większość z nich dostępna jest w ramach jednego karnetu, w który się zaopatrujemy i ruszamy śladem historii. Pierwszy z obiektów to Muzeum Helu, w którym podziwiać można odtworzone warsztaty rzemieślnicze oraz izby Helan z XIX-XX wieku, w tym w pełni zrekonstruowaną i wyposażona na podstawie zdjęć i sztychów Chatę Kaszubską. 

Armaty, torpedy, bomby głębinowe, kuchnia polowa – to tylko część militarnych atrakcji, jakie czekają w Muzeum Obrony Wybrzeża i przylegającym do niego skansenie. W obiektach stanowisko B2 oraz wieża kierowania ogniem, na pow. ok. 3 tys. m2, utworzono wystawę poświęconą obronie Helu w 1939 roku, powojennym losom obrońców, historii Marynarki wojennej i największym armatom na świecie. Będąc na miejscu, warto wsiąść do wagonu wąskiej kolejki wyruszającej ze stanowiska artyleryjskiego B2 Bruno (na terenie skansenu) w stronę strzelnicy bojowej B3 Cesar, gdzie pod okiem instruktora można oddać parę strzałów z historycznej broni palnej. Ci, którym przejażdżka kolejką przypadnie do gustu, mogą przedłużyć wyprawę i udać się jeszcze do stacji przy Muzeum Kolei Helskich z wyjątkową lokomotywą manewrowa LS-40.  

Informacja praktyczna! Odjazdy kolejki w stronę stanowiska Cezar oraz Muzeum Kolei Helskiej (Magazyn amunicji) co pół godziny począwszy od godz. 10.30. Cena biletu: do stanowiska Cezar – 6 zł, do MKH – 15 zł/ bilet normalny i 12 zł/bilet ulgowy. 

Lunch: Maszoperia

Ryby, ryby i jeszcze raz ryby. Do tego trochę owoców morza. Tutaj od razu wiadomo, po co się przychodzi. Nazwa tej bodaj najsłynniejszej helskiej restauracji oznacza po kaszubsku rybacką gospodę – i dokładnie taki jest charakter tego miejsca. Lokal istnieje już ponad 40 lat i mieści się w zabytkowej chacie z 1830 r. w samym centrum miejscowości. 

Wizyta w tym miejscu to gwarantowana uczta w kilku odsłonach i dla kilku zmysłów. Dla podniebienia – wystarczy skosztować tutejszej zupy rybnej lub innej pozycji z bogatego menu. Dla oczu – wystarczy rozejrzeć się wokoło lub spojrzeć w górę. Zarówno ściany jak i sufit restauracji zdobią sieci, modele statków, stare instrumenty, antyki i inne oryginalne bibeloty. Dla ucha – wieczorem niewielka sala restauracyjna zmienia się w estradę dla artystów wykonujących folk i muzykę tradycyjną. Trafiamy na jeden z takich koncertów i uwierzcie – lepszego deseru nie potrafimy sobie wyobrazić. 

Zachód słońca na molo w Juracie 

Pozostając wiernymi codziennemu wieczornemu rytuałowi poszukiwania najbardziej spektakularnych miejsc na zachód słońca na półwyspie, udajemy się do modnej Juraty.  Jeśli jakiekolwiek miejsce na półwyspie zasługuje na przymiotnik „fancy”, to właśnie ona. Powstałe w 1928 lotnisko kusi niebanalną atmosferą łączącą międzywojennym blichtr i klimat artystystycznej bohemy z milionami wyłożonymi na inwestycje budowlane. Tu posiadają swe domy i apartamenty gwiazdy i celebryci, i tu – a konkretnie nieopodal – rozciąga się rezydencja Prezydenta RP.   

Promenada w Juracie jest jedynym w Polsce nadmorskim deptakiem, który zamiast biec wzdłuż plaży, prowadzi przez centrum miasteczka. Takie rozwiązanie ma sens tylko na Półwyspie Helskim, który rządzi się swoimi prawami. Reprezentacyjna aleja przecina go bowiem w poprzek i łączy plażę nad Bałtykiem z drewnianym molo nad Zatoką Pucką. To tu, przy akompaniamencie morskich fal, kończymy dzień.

Na Google maps ukrywa się pod nazwą „Huśtawka nad brzegiem”, w rzeczywistości skrywa się za ogrodzonym terenem wojskowym i oczyszczalnią ścieków na skraju lasu (albo 15 minut drogi plażą od wejścia nr 63 w stronę Helu).

Jest jedną z trzech, ale ze wszystkich trzech najładniejszą – #hustawkahelkormoran to nasze odkrycie ostatniego dnia pobytu. I nie chodzi nawet o huśtawkę, ale widok, jakim rozkoszować się można w trakcie bujania na drewnianej konstrukcji. 

Przy dzikiej plaży 

To tu, rzut beret lub skok od hustawki, znajdziemy jedną z najpiękniejszych dzikich plaż na polskim Wybrzeżu. Nie bez powodu ktoś z redakcji Vogue’a nazwał ją polskim Saint-Tropez, a ktoś z naszej ekipy przyrównał do plaży na Zanzibarze. Są tu biały piasek, woda, konary drzew i więcej nic, i nikogo.

Nie licząc spacerowiczów podążających w stronę zatopionych nieopodal wraków legendarnego niszczyciela ORP „Wicher II” i ORP  „Grom”. 

Bajkowy poranek wieńczymy magicznym akcentem, zahaczając po drodze o niezwykły pomnik przyrody – powyginaną we wszystkie strony świata magiczną sosnę, w cieniu której siadywał ponoć sam Stefan Żeromski, spisując swoje „Międzymorze”. I nie jest to ostatni bajkowy element tego dnia.

 Galeria Rzeźby Kaszubskiej 

„Zasadził dziadek rzepkę w ogrodzie / chodził te rzepkę oglądać co dzień… ” – z głośnika płynie się przyjemny głos lektora recytującego wiersza Tuwima, a my wsłuchujemy się w wersy i analizujemy fragment po fragmencie każdy centymetr długiej na 15,2 m rzeźby inspirowanej fabułą bajki. Wpisana do księgi rekordów Guinnessa najdłuższa rzeźba wykonana z jednego kawałka drewna to największy skarb Plenerowej Galerii Rzeźby Kaszubskiej przy ul. Dworcowej. Nowa, niespełna dwuletnia, atrakcja na mapie Helu to popularne miejsce rekreacji miejscowych, artystyczna poczekalnia dla oczekujących na odjazd pociągu i absolutne „must see” dla każdego zafascynowanego kulturą kaszubską.

Informacja praktyczna! Każdego dnia o godz. 10, 12, 14, 16 i 18 w parku odtwarzany jest wiersz Tuwima „Rzepka” w jęz. polskim, kaszubskim, angielskim i rosyjskim. 

Przewężenie na Helu i najwyższa wydma

Był rekord w dziedzinie długości, czas na rekord w dziedzinie szerokości. Naszego zwycięzcę lokalizujemy przy użyciu drona – to położony między Kuźnicą a Chałupami wąski przesmyk półwyspu, gdzie szerokość lądu to niecałe 100 m. Bywało, że gdy wiatr zawiał z odpowiednią siłą lub też Hel nawiedził sztorm, morskie wody zalewały ten niewielki skrawek lądu i część półwyspu stawała się wyspą. Choć tony piasku, miliony monet i ogrom prac zabezpieczających poszło na to, by zabezpieczyć helski półwysep, musimy się przyznać, że perspektywa odcięcia (i uwięzienia na helskiej wyspie) wydaje nam się atrakcyjną. Zwłaszcza w momencie, gdy nasz pobyt na Helu chyli się już ku końcowi. 

Ponieważ spacer między plażą nad Bałtykiem a plaża nad Zatoką zajmuje kilka minut, jest jeszcze czas wdrapać się na odległą od Kuźnic o 2,5 km Górę Libek – najwyższą wydmę na Mierzei Helskiej. A potem – hop na plaże! 

Plaże 

Hel to przede wszystkim gratka dla tych, którzy cenią sobie naturę w czystej postaci. A czasem, jak w rozsławionych przez Zbigniewa Wodeckiego Chałupach, również naturyzm. Plaże Helu od strony otwartego morza są szerokie, rozległe i ocienione pięknymi, sosnowymi lasami. Nawet jeśli w niektórych punktach półwyspu zagęszczenie turystów nieco rośnie – jak choćby w ekskluzywnej Juracie czy chętnie wybieranej przez rodziny Jastarni – zwykle nie ma problemu ze znalezieniem przestrzeni tylko dla siebie… lub dla czworonoga. Między Juratą a Jastarnią (wejście nr 55) wydzielono specjalny fragment plaży, na którym dozwolone jest przebywanie z pupilem. 

„Chałupy Welcome To”

By znaleźć się na najpiękniejszej plaży pod słońcem, wystarczy wybrać się do Chałup. Plaża w tej niewielkiej, rybackiej wiosce raz po raz zdobywa wysokie miejsce w zestawieniu „Najpiękniejszych plaż ną świecie” według National Geographic. I nie ma w tym nic dziwnego. W końcu to o niej śpiewał przed laty Zbigniew Wodecki w swoim słynnym hicie „Chałupy Welcome To”.

„Jak co roku w Chałupach / gdy zaczyna się upał / słychać wielki szum” – śpiewał w 1985 r. Zbigniew Wodecki. I nikt w Polsce nie miał wątpliwości, że chodzi o szum zrzucanych ciuchów. Od tamtej pory ta niewielka miejscowość na Półwyspie Helskim stała się synonimem plaży nudystów w Polsce. Jednak do „Polish Barbados i Galapagos” amatorzy opalania au naturel zjeżdżali tłumnie już wiele lat wcześniej – to jeden z najstarszych i najsilniej rozwiniętych ośrodków naturyzmu nad Bałtykiem. I choć obecnie gwiazda Chałup na gołym firmamencie nieco przygasa (po prostu za dużo tu ludzi i coraz trudniej skryć się przed ciekawskimi spojrzeniami), legenda wciąż zobowiązuje. A blisko 4-kilometrowy odcinek tutejszej plaży przeznaczony dla nudystów – zlokalizowany mniej więcej w połowie drogi z Chałup do Kuźnicy i osłonięty urokliwym sosnowym zagajnikiem – jest piękny, czysty oraz dobrze oznaczony. Jeśli więc stawiać pierwsze kroki bez ubrania, to tylko tutaj.

Chałupy 6

Długie rzędy ogromnych namiotów, kilka kolorowych Tiny House’ów na kółkach, designerska strefa gastro doprawione nutką sopockiego splendoru i kalifornijskiego luzu – ot Chałupy 6. Wystarczy kwadrans na terenie modnego kempingu (choć właściwie bardziej „glampingu”), bo poczuć się prawdziwym surferem z zachodu.

Ceny w tutejszych restauracjach, barach i butikach ze sportową odzieżą też nieco zachodnie, ale w końcu miano najpopularniejszego pola namiotowego wśród polskich celebrytów i mieszkańców stolicy zobowiązuje.  

Wyjazd z półwyspu i obiadokolacja w Nordowi Mól

W drugiej połowie dnia jesteśmy już za połową półwyspu, zbliżając się do Władysławowa.  Tutaj zawsze coś się dzieje, muzyka gra na full, a karuzela wiruje. A w nas wirują wszystkie obrazki i wspomnienia z Helu, Juraty, Chałup i Jastarni. Ilość wrażeń zaostrza apetyt, a ten podpowiada ostatni przystanek  –  Nordowi Mól.

Przydrożna gospoda parę kilometrów od Pucka regularnie trafia na prestiżową listę Poland 100 Best Restaurants – jak najbardziej zasłużenie. W klimatycznym szachulcowym budynku można spróbować oryginalnych dań kaszubskich (nazwa restauracji to po kaszubsku „miejsce na północy”), a także kuchni staropolskiej. Zbaczamy nieco z trasy powrotnej do domu, by tutaj zajrzeć. Bo warto.  I warto wrócić na Hel.

Jak dojechać? 

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Car.png

Z Warszawy dojedziemy bezpośrednio drogą ekspresową S7, która w Gdyni-Chyloni przechodzi w drogę krajową nr 6 – jedziemy nią do Redy. Następnie skręcamy w drogę wojewódzką nr 216, którą – przez Władysławowo – dotrzemy na półwysep.  Cała podróż zajmie nam ok. 6 godz. Uwaga! W sezonie mogą być korki.

Z Krakowa dojedziemy A4, na wysokości Mysłowic musimy zjechać na drogę S1, a w okolicy lotniska w Pyrzowicach wjeżdżamy na A1-kę. W Rusocinie kontynuujemy jazdę drogą S6 aż do Redy. Następnie skręcamy w drogę wojewódzką nr 216, którą dotrzemy na półwysep.  Cała podróż zajmie nam ok. 8 godz. Trasa prowadzi przez okolice Katowic, Częstochowy i Łodzi. Z Łodzi dojedziemy w ok. 5 godz. Podróż z Trójmiasta zajmie nam ok. 2 godz. 

W sezonie wakacyjnym do Helu dojedziemy bezpośrednio pociągami TLK Artus z Katowic (ok. 10 godz.) przez Wrocław (niecałe 8 godz.) i Poznań (ok. 6 godz.), TLK Korsarz z Krakowa (ok. 12 godz.) przez Łódź (8,5 godz.), EIC Jantar z Warszawy (w ok. 5,5 godz.), czy nocnym TLK Mierzeja łączącym Kołobrzeg i Lubin. Przez cały rok na dworzec kolejowy w Helu dotrzemy pociągami Przewozów Regionalnych – poza wakacjami, aby dojechać do kurortu koleją, musimy uwzględnić przesiadkę w Gdyni – albo do pociągu regionalnego, albo na tramwaj wodny. Położenie Helu sprawia bowiem, że mamy jeszcze do wyboru drogę morską. Tramwaje wodne w sezonie kursują regularnie w obrębie Trójmiasta i Zatoki Puckiej ok. 2-3 razy dziennie, stanowiąc nie lada atrakcje. Bilet na trasie Gdańsk-Sopot-Hel i Gdynia-Hel kosztuje 50 zł (normalny) lub 40 zł (ulgowy).

Jak poruszać się po półwyspie? 

Pieszo – cały półwysep to tylko trochę ponad 30 km, więc odległości pomiędzy poszczególnymi punktami na mapie są do ogarnięcia nie tylko przez zaawansowanych piechurów. Rowerem – wzdłuż całego półwyspu poprowadzona została ścieżka rowerowa. Kolejką, pociągiem TLK lub autobusem o numerze 666 (czyż to nie zabawne?). W ostateczności samochodem – w sezonie korki bywają nie do zniesienia. 

Którędy do schronu? 

Dopiero od końca lat 80. Hel – silna baza lądowa obrony Wybrzeża – jest dostępona dla turystów i… jest ich tu więcej niż bunkrów, schronów, baterii artylerii czy stanowisk obserwacyjnych. Aby zobaczyć wszystkie istotne elementy z militarnej przeszłości tego regionu, warto podążyć 10-kilometrową, dobrze oznakowaną i wzbogaconą o tablice informacyjne trasą oznaczoną kolorem niebieskim – to główna trasa poprowadzona wzdłuż fortyfikacji, od której odbiegają mniejsze prowadzące do konkretnych obiektów.