Na Brackiej pada deszcz, po Floriańskiej paradują setkami jamniki, a na Kanoniczej ukryte są skrzynie pełne skarbów. Gdyby chcieć spisać wszystkie takie ciekawostki o Krakowie – fakt, niektóre dość osobliwe – nie starczyłoby ksiąg. Stolica Małopolski to zachwycająca mozaika utkana ze skarbów architektury i sztuki, połaci zieleni, wydarzeń kulturalnych, perełek kulinarnych, nie brak w niej też miejsca na legendy i opowiastki. My – wspólnie z Pauliną i Tomkiem Torresami – również chcieliśmy stworzyć swoją krakowską opowieść. Wyruszyliśmy do grodu Kraka i w efekcie oto jest – nasz weekendowy przewodnik po magicznym Krakowie.

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=JPa6e_gDR2o

Krakowa nikomu nie trzeba przedstawiać – dawna stolica Polski, przyklejona do brzegów Wisły, triumfuje we wszelkiej maści rankingach na najchętniej odwiedzane miasto w naszym kraju, zarówno przez polskich turystów, jak i obcokrajowców. Ponadtysiącletnia historia widoczna, gdzie okiem sięgnąć, światowej klasy zabytki, doskonale zachowana, ocalała od wojennej pożogi architektura, historyczne uliczki, po których na przestrzeni wieków przechadzali się królowie, arystokraci, uczeni, pisarze i artyści, nastrojowe restauracje i kafejki rozsiane wśród zabytkowych kamieniczek, przepiękne parki, skwery, lasy, ogrody i łąki – ta wyliczanka mogłaby nie mieć końca! Weekend to za mało, by objąć Kraków wzrokiem i umysłem. Warto tu jednak wpaść nawet na krótko – tak jak i my uczyniliśmy. Razem z państwem Torres przez 3 dni, od rana do nocy, przemierzaliśmy tutejsze uliczki, zakątki i knajpki – i podpowiadamy, jak może wyglądać jeden z możliwych scenariuszy weekendowego pobytu w Krakowie.

 

 

 

 

 

 

 

Kraków: hotel na weekend

 

 

Podczas wizyty w Krakowie zamieszkaliśmy nad samym brzegiem Wisły – w Qubus Hotelu Kraków **** należącym do popularnej sieci Qubus. Dzięki malowniczemu rozlokowaniu nad rzeką, na Podgórzu, z hotelu roztaczają się piękne widoki na wodę i miasto. Lokalizacja w bezpośrednim sąsiedztwie zabytkowej dzielnicy Kazimierz oraz ok. 20 minut spacerem od Rynku Głównego sprawia, że nowoczesny, 4-gwiazdkowy hotel będzie idealną bazą wypadową dla wszystkich, którzy pragną lepiej poznać królewskie miasto.

Na gości czekają klimatyzowane, eleganckie pokoje z łazienką (w większości znajduje się wanna), telewizorem, minibarem, sejfem oraz dostępem do Internetu. Po dniu spędzonym na przemierzaniu krakowskich zakątków warto odwiedzić mieszczące się na najwyższym piętrze centrum odnowy biologicznej, a w nim m.in.: basen z zachwycającym widokiem na miasto, sauna sucha i parowa, jacuzzi i siłownia. W hotelu wypożyczymy ponadto rowery, a od kwietnia do października możemy wybrać się w darmowy rejs po Wiśle hotelową Q-Łódką. Polecamy, tym bardziej, że z łódki możemy wysiąść tuż przy smoku wawelskim, a stąd już tylko rzut beretem od największych atrakcji.

Qubus to raj dla smakoszy – hotelowa restauracja każdego ranka serwuje wielokrotnie nagradzane śniadania, które składają się z – bagatela – ponad 100 produktów. Potwierdzamy, tutejsze początki dnia są godne koronowanej głowy! Ponadto w restauracji można skosztować finezyjnie przyrządzonych dań z całego świata, zaś w lobby barze Torino Paninoteka & Bar odpocząć przy kawie lub drinku, a przy okazji poczuć odrobinę włoskiego klimatu.

 

 

Poznaj Kraków: DZIEŃ 1

 

W stolicy Małopolski meldujemy się po południu. Po załatwieniu formalności w hotelu, zostawieniu bagaży – cała naprzód na miasto. Tym bardziej, że pogoda jest wspaniała! Pełne słońce i lekki wiaterek zwiastują przyjemną przechadzkę. Ponieważ nasz hotel jest nad Wisłą, pierwsze kroki kierujemy ku wodzie, by powitać królową polskich rzek i spojrzeć na Kraków właśnie z jej perspektywy. Następnie idziemy nadwiślańskim bulwarem – i już po chwili docieramy do budynku, który prezentuje się tak, że zatrzymuje nas na dobry kwadrans.

 

Cricoteka

Właściwie „budynek” to zbyt skromne określenie, żeby oddać rozmach nowej siedziby Cricoteki (stara znajdowała się przy ul. Szczepańskiej), czyli Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora. Tu do jednej bramki grają historia i nowoczesność. We współczesną, rdzawą bryłę gmachu Cricoteki wkomponowano zabudowania niegdysiejszej podgórskiej elektrowni (która działała od 1900 r.), najstarszego tego rodzaju obiektu na terenie dzisiejszego Krakowa. Inspiracją do takiego mariażu była twórczość jednego z najbardziej wszechstronnych krakowskich artystów, założyciela Teatru Cricot 2 – Tadeusza Kantora – i idea ambalaży (franc. emballage – opakowanie). Stare budynki zostały „opakowane” w nową część Cricoteki, która kształtem przypomina stół na trzech nogach. To z kolei bezpośrednie nawiązanie do rysunku Kantora pt. „Człowiek niosący stół”. Wiszący nad placem blat stołu pokrywają od dołu lustra. Gdy dopisuje słońce, odbijają się w nich refleksy od rzeki, tworząc pulsujące światłem kształty na fasadzie budynku.

 

We wnętrzach Cricoteki kryją się m.in. sale wystawiennicze, archiwum wraz z czytelnią, sala teatralna, sala edukacyjna i księgarnia. Na samej górze działa FRESH Coffee & Kitchen – z kawiarni roztacza się ładny widok na krakowską panoramę.

Przydatna informacja! Wstęp do Cricoteki na wystawę stałą jest bezpłatny. Bilety na pozostałe wystawy można zakupić jedynie w kasie Cricoteki.

 

Kładka ojca Bernatka: most miłości

Dotarcie z Cricoteki do kładki ojca Bernatka to już czysta formalność. Mamy do niej tak blisko, że zajmuje nam to jakieś 3 minuty. Nowoczesny, pieszo-rowerowy mostek powstał w 2010 r., ma formę stalowego łuku, przecina Wisłę i łączy Podgórze z Kazimierzem. Jego patronem jest pewien krakowski zakonnik, który na przełomie XIX i XX w. założył w mieście szpital Bonifratrów. Co w kładce jest takiego wyjątkowego? Jej urok tkwi w tysiącach różnobarwnych kłódek zawieszonych na jej całej długości. Pary odwiedzają kładkę, zakładają na niej kłódkę, a kluczyk wrzucają do Wisły – gest ten ma zapewnić trwałość ich relacji. Pomysł przytwierdzania miłosnych symboli na kładkach i mostach nie jest niczym nowym, jednak musimy przyznać, że feeria kłódek i kłódeczek zaczepionych przez zakochanych na kładce Bernatka prezentuje się nadzwyczaj urokliwie. A że pomost liczy sobie aż 130 m, miejsca na miłość nie brakuje. Gdzieniegdzie można jednak zauważyć wyrwane kraty w miejscu kłódek tych, których uczucie nie okazało się wieczne…

 

Ciekawe jest również to, co się dzieje nad samą kładką. Sztuka dosłownie wisi tu w powietrzu – na stalowych linach podtrzymujących konstrukcję „balansują” figury akrobatów. Zawieszone między wodą a niebem rzeźby prezentują swoje ekwilibrystyczne popisy zwłaszcza w wietrzne dni – delikatnie poruszają się z każdym silniejszym podmuchem wiatru. Zachwyceni, rozmarzeni – z mostka miłości schodzimy wprost na nie mniej romantyczny Kazimierz.

 

 

Kazimierz

Choć pretendentów do tego „tytułu” jest naprawdę sporo, najjaśniejszym klejnotem w krakowskiej koronie – obok Rynku i Wawelu – jest Kazimierz. Przez kilkaset lat był on odrębnym miastem, zamieszkanym w dużej części przez Żydów, którym nie wolno było osiedlać się we „właściwym” Krakowie. Po II wojnie światowej straszył zdewastowanymi ruinami i mało kto z własnej woli tam się zapuszczał. Dziś zyskał całkiem nowe życie oraz niepowtarzalną, wielokulturową tożsamość – i jest obowiązkowym punktem każdej wizyty w grodzie Kraka. Oddzielony od Starego Miasta ruchliwą ulicą Dietla Kazimierz tętni życiem od rana do rana. Spacer w świetle dnia pozwoli docenić architektoniczne dziedzictwo społeczności żydowskiej, takie jak Synagoga Tempel czy synagogi na ulicy Szerokiej (i nie tylko żydowskiej, gdyż znajdziemy tu również piękne gotyckie kościoły Bożego Ciała i św. Katarzyny) oraz odetchnąć burzliwą historią tego miejsca w gąszczu malowniczych, brukowanych uliczek.

Stare zabudowania, pięknie odrestaurowane – ale i takie obdrapane – historyczne kamieniczki, nastrojowe kawiarnie i restauracje, unikatowe sklepiki z bibelotami i vintagowymi perełkami, od których trudno oderwać wzrok, i antykwariaty – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

 

Naszą uwagę przykuły także rozsiane po całej dzielnicy kolorowe murale, malunki i napisy na murach. Małe dziełka sztuki ciekawią, wywołują uśmiech, a czasem skłaniają do przemyśleń. Polecamy podczas wizyty na Kazimierzu ruszyć ich tropem. Przy okazji zwróćcie uwagę na retro szyldy, których na Kazimierzu jest naprawdę sporo. Te najbardziej znane znajdziecie na ul. Szerokiej, która „zagrała” plac Zgody w getcie w „Liście Schindlera” Spielberga.

 

 

Wieczorem wszystkie drogi prowadzą na Plac Nowy – to właśnie tutaj najlepiej można poczuć niepowtarzalną, artystyczno-dekadencką atmosferę kazimierskich klubów, barów i knajpek, które w ostatnich latach rozsławiły dzielnicę na całą Europę. Najsłynniejsze z nich – jak m.in. Alchemia, Singer, Mleczarnia czy Eszeweria – to klimatyczne miejsca spotkań, w których przy lampce wina, kuflu piwa albo kieliszeczku absyntu można posłuchać dobrej muzyki (niekoniecznie klezmerskiej), stałą klientelę stanowią zaś aktorzy, poeci, malarze i inni przedstawiciele miejscowej bohemy. Tutaj zabawa i sztuka stanowią jedną, nierozerwalną całość.

 

Przekąska: zapiekanki z „Okrąglaka”

A skoro już jesteśmy przy Placu Nowym, idziemy na słynne zapiekanki z „Okrąglaka”. Toż to istne zapiekankowe zagłębie! Ceglany pawilon handlowy jest gęsto usiany okienkami – a co okienko, to zapiekanki… Niby prosta przekąska z bułką w roli głównej na Kazimierzu zamienia się w zachwycający różnorodnością kompozycji przysmak o urzekającej nazwie. Którą wybieracie – „Królewską” „Zalotną” czy „Romantyczną”?

 

Hevre: kolacja w dawnej bożnicy

Wisienką na tym jakże smacznym torcie jest wizyta w Hevre. To kultowa już klubokawiarnia, restauracja, bar, klub muzyczny oraz miejsce pracy twórczej w jednym, mieszcząca się na rogu ulic Bożego Ciała i Meiselsa w ponadstuletnim budynku dawnej synagogi Chewra Thilim. O wyjątkowej historii tego miejsca świadczą nawiązujące w przeważającej części do scen biblijnych freski na ścianach – pozostałości po żydowskim domu modlitewnym. Warto przestudiować je dokładnie. Wystrój uzupełniają kryształowe, kuliste żyrandole, stare meble, piękna podłoga z klepki, porozstawiane tu i ówdzie rośliny. Wchodzimy i nie możemy nacieszyć oczu, bo widoki tu obłędne! W menu znajdziemy takie rarytasy, jak m.in. szaszłyk z halloumi, burgery (w wersji klasycznej i wege) czy gofr z prosciutto i melonem. Nie brak tu też specjałów stworzonych do tego, by się nimi dzielić – możemy zamówić deskę past, mięs, serów (również w opcji wegańskiej) i zaczynać biesiadę. Hevre słynie również z pysznych śniadań i znakomitych autorskich drinków. Dodatkowo odbywają się tu różnego rodzaju imprezy, koncerty, warsztaty. Warto tu zajrzeć chociaż raz.

 

 

 

Poznaj Kraków: DZIEŃ 2

 

 

Rano jemy szybkie śniadanie i od razu ruszamy w teren. Pogoda nam dopisała drugi dzień z rzędu. Jest słońce, są chęci do eksplorowania miasta. Tym razem kierujemy się – a jakżeby inaczej – na wzgórze wawelskie.

Wawel

Gdyby chcieć wymieniać jednym tchem krakowskie atrakcje – ba! nawet najważniejsze polskie zabytki – Wawel najpewniej znalazłby się na początku tej chlubnej wyliczanki. Przez niemal 600 lat na stromym wapiennym wzgórzu górującym nad korytem Wisły urzędowali władcy państwa polskiego – w przestronnych salach balowych odbywały się bale i bankiety, po kątach plotkowały dwórki i rozgrywały się intrygi, a w kameralnych komnatach toczyły się spotkania na szczycie. Tutaj monarchowie byli koronowani, tutaj również wielu z nich zostało pochowanych.

Zamek Królewski na Wawelu oraz sąsiadująca z nim katedra św. Stanisława i św. Wacława to najważniejsze w całej historii naszego kraju, przesiąknięte narodowym duchem miejsce. Tutaj wielka historia towarzyszy nam praktycznie na każdym kroku – aby zaś choć pobieżnie poznać wszystkie godne uwagi wawelskie atrakcje, kroków tych będzie niemało, a na zwiedzanie warto poświęcić co najmniej kilka godzin.

 

 

Koniecznie trzeba przespacerować się w cieniu wspaniałych renesansowych krużganków na zamkowym dziedzińcu, zafundować sobie przechadzkę po wyjątkowych Ogrodach Królewskich, zajrzeć do przyozdobionych słynnymi arrasami komnat królewskich, poczuć historyczny splendor Sali Senatorskiej i Sali Poselskiej, wreszcie odwiedzić średniowieczny skarbiec, w którym przechowywany jest m.in. Szczerbiec, czyli legendarny miecz koronacyjny polskich królów. Z kolei w katedrze nie sposób pominąć grobów królewskich, Krypty Wieszczów Narodowych z sarkofagami Mickiewicza, Słowackiego i Norwida oraz oszałamiającej architektoniczną perfekcją (i pokaźną ilością złota) Kaplicy Zygmuntowskiej. Listę pozycji obowiązkowych uzupełnia wspinaczka na wieżę z największym dzwonem w Polsce – słynnym Zygmuntem – a także wyprawa w dół, do Smoczej Jamy, której zwiedzanie kończy się u wylotu jaskini przy figurze słynnego mitycznego gada – smoka wawelskiego. Miejcie się na baczności stwór zieje żywym ogniem!

Przydatna informacja! Bilety na zwiedzanie Zamku Królewskiego (i nie tylko) możemy zakupić także online, również w dniu zwiedzania – dzięki temu unikniemy stania w ogromnych kolejkach, które formują się do kas stacjonarnych. Tu możecie przeczytać wszystko o wejściówkach do poszczególnych atrakcji, biletach i godzinach otwarcia.

 

 

Ulica Kanonicza

Po opuszczeniu Wawelu kierujemy się w stronę Rynku Głównego, nasza trasa przebiega m.in. przez zabytkową ulicę Kanoniczą, jedną z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych ulic starego Krakowa. Wąziutka, króciutka uliczka kryje w sobie przepiękne kamieniczki, których historia sięga nawet pierwszej połowy XIV w. Niemal wszystkie z nich należały do kanoników – członków kolegium duchownych przy katedrze wawelskiej. Obecnie na Kanoniczej znajdziemy m.in. pałac biskupa Erazma Ciołka, w którym mieści się teraz oddział Muzeum Narodowego w Krakowie, Dom Dziekański będący siedzibą Muzeum Archidiecezjalnego, a także Dom Długosza.

 

Z Kanoniczą wiąże się też pewna ciekawostka – ponad 20 lat temu w piwnicy jednej z kamienic przy ulicy odnaleziono prawdziwy skarb. Nie, nie było to ani złoto, ani drogocenne kamienie, a butwiejąca skrzynia wypełniona… starymi płacidłami – żelaznymi siekierkami, które były używane jako środek płatniczy jeszcze przed pojawieniem się monet. Znalezisko (okrzyknięte Skarbem Wiślan) rozpaliło wyobraźnię wielu spragnionych szybkiego zarobku na tyle, że kilku z nich próbowało się nawet do wspomnianej kamienicy włamać. Zuchwalcy, zamiast upragnionego złota, znaleźli jednak co najwyżej resztki parciejącej skrzyni…

Ulica Grodzka

Z ulicy Kanoniczej dajemy dwa, trzy dłuższe susy – i już jesteśmy na ulicy Grodzkiej. Urodziła się tu Helena Modrzejewska, pracował Wit Stwosz, pomieszkiwał Mikołaj Rej – a to zaledwie niewielka część znamienitych rezydentów. Tędy przebiegała również Droga Królewska, którą polscy monarchowie triumfalnie wjeżdżali na Wawel. Dziś niemal każda z zabytkowych kamienic przy Grodzkiej kryje jakieś intrygujące detale, zaś dwa sąsiadujące ze sobą kościoły – św. Andrzeja oraz św. Piotra i Pawła – są uznawane za jedne z najbardziej fascynujących budowli w Krakowie. Ten pierwszy to surowa, romańska świątynia, której dzieje sięgają XI w. i panowania Władysława Hermana. Z początku miała charakter obronny, o czym przypominają niewielkie otwory strzelnicze w ścianach. Podobno podczas najazdu Tatarów w 1241 r. schronili się tu okoliczni mieszkańcy i udało im się przetrwać oblężenie. Z kolei kościół św. Piotra i Pawła był pierwszym w mieście przykładem architektury barokowej, wzniesionym na wzór rzymskiego Il Gesu. Obecnie słynie również z tego, że co tydzień w czwartek można tu przekonać się na własne oczy, że Ziemia się obraca. Wtedy bowiem organizowane są pokazy najdłuższego w Polsce wahadła Foucaulta. Zawieszony na 46-metrowej linie metalowy przyrząd wraz z upływem czasu odchyla się od pierwotnej płaszczyzny wahań, co widać wyraźnie dzięki specjalnym liniom na posadzce.

Szeroki trakt, łączący wzgórze wawelskie z Rynkiem Głównym, pełni obecnie funkcję krakowskiego deptaka, po którym niemal zawsze przechadzają się hurmem turyści. Nie inaczej jest i podczas naszej wizyty, piękna pogoda przyciągnęła do Krakowa kolorowe tłumy. Co i rusz po bruku przemykają dorożki – kto wie, może niektóre są zaczarowane jak u Gałczyńskiego… W przeuroczych kamieniczkach na Grodzkiej skrywają się sklepiki z pamiątkami, romantyczne knajpki i restauracje, w których można usiąść i po prostu chłonąć wszystkimi zmysłami klimat starego Krakowa.

 

Kraków: cukiernicza potęga

Czy wiedzieliście, że w Polsce największe stężenie cukierni na metr kwadratowy występuje właśnie w Krakowie? Potwierdzamy, miłośnicy słodkości mogą się tu martwić jedynie o to, co wybrać, gdzie wejść na ciacho, a gdzie na lody. Na jesienny spleen, zimowy brak słońca, wiosenne przesilenie czy letnie odliczanie do urlopu – w grodzie Kraka znajdziemy łakocie dobre na wszystko, i to na każdym rogu! Na to, jakich wypieków i deserów możemy skosztować obecnie w tutejszych cukierniach i kawiarniach, mają wpływy wielu kultur i nacji, które na przestrzeni wieków żyły w Krakowie. Piszinger (czyli chrupiące wafle przekładane słodką masą), sernik wiedeński, tort Sachera czy strudel jabłkowy – te słodkości, wywodzące się z kuchni austro-węgierskiej, po dziś dzień są uwielbiane zarówno przez samych krakowiaków, jak i przyjezdnych. Słodkich adresów nie brakuje zwłaszcza w okolicach Rynku. Pączki, ciasteczka, pralinki „uśmiechają się” tu do nas niemal co krok.

Kraków to też polskie królestwo czekolady. To tu ponad wiek temu okrzyknięty „królem czekolady” Adam Piasecki otworzył swoją fabrykę słodkości, po latach przemianowaną na „Wawel”. Właściciel u szczytu sukcesu swojego biznesu zakochał się w swojej pracownicy – zawijaczce karmelków. To dla pięknej Danuty opracował recepturę i zaczął produkować słynną po dziś dzień czekoladkę „Danusia”. Pod Wawelem aż wrzało od plotek, a po batonik zaczęły ustawiać się gigantyczne kolejki. Każdy chciał poznać smak tajemniczej „Danusi”…

Krakowskie rynki

Rynek Główny to takie krakowskie „naj” – największy plac średniowiecznej Europy, najlepszy rynek świata w globalnym rankingu Project for Public Spaces, najważniejsza atrakcja turystyczna Polski wg użytkowników serwisu Tripadvisor, a nade wszystko unikatowe miejsce, w którym jak w lustrze przegląda się cała historia nie tylko grodu Kraka, ale i całego kraju. To właśnie tutaj w 1525 r. książę Prus Albrecht Hohenzollern złożył hołd Zygmuntowi Staremu, a Tadeusz Kościuszko w 1794 r. rozpoczął swoją insurekcję. Nic dziwnego, że w Krakowie wszystkie drogi prowadzą właśnie tam. Kwadratowy plac o wymiarach 200 x 200 m został wytyczony w 1257 r. i wyjściowo był głównie miejscem handlu.

Do dnia dzisiejszego przypomina o tym najstarsze krakowskie „centrum handlowe”, czyli wspaniałe renesansowe Sukiennice ufundowane przez Bolesława Wstydliwego – początkowo dla handlarzy suknem (stąd też nazwa „Sukiennice”). W poszukiwaniu pamiątek oraz jarmarcznego gwaru i klimatu oczywiście zaglądamy do środka. Jest tłoczno i głośno, ale jednocześnie – podczas gdy Rynek Główny iskrzy w pełnym słońcu – przyjemnie chłodno. Na ciągnących się w dwóch rzędach kramach dostaniemy pamiątki, ceramikę, biżuterię, rękodzieło artystyczne, ale i zabawki czy ubrania. Na ścianach dumnie prezentują się herby miast polskich oraz godła kupieckie i cechowe. Na piętrze mieści się z kolei Galeria Sztuki Polskiej XIX w., czyli najstarszy oddział Muzeum Narodowego w Krakowie, zaś w podziemiach oddział Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Warto tu zapaść się pod ziemię, by 5 metrów pod płytą Rynku Głównego zobaczyć na własne oczy, jak żyło się w średniowiecznym Krakowie. Jeśli uwielbiacie poznawać tajemnice przeszłości i lubicie archeologiczne ciekawostki, nie wahajcie się!

Już na powierzchni, po wschodniej stronie Rynku Głównego znajduje się nazywany czule przez krakowian „Adasiem” pomnik Adama Mickiewicza. To tu na randki umawiają się zakochani, a maturzyści przychodzą… potańczyć. Przesąd głosi bowiem, że, aby zapewnić sobie powodzenie na maturze, wystarczy po studniówce odwiedzić „Adasia” i obskoczyć go na jednej nodze. Ile w tym prawdy – nie wiadomo. Krakowscy licealiści ponoć na wszelki wypadek skrupulatnie przestrzegają tego „zalecenia”.

Choć ten główny jest jeden, nie jest jedyny. W Krakowie znajduje się bowiem jeszcze jeden rynek – chodzi o Mały Rynek rozlokowany na tyłach kościołów Mariackiego i świętej Barbary. Od średniowiecza pełnił on funkcję placu pomocniczego dla Rynku Głównego. Wówczas unosiła się nad nim woń ryb i mięsa, tu handlowano bowiem towarami mniej „reprezentacyjnymi”, które nie wyglądały i nie pachniały zbyt dobrze. Stąd też był on nawet nazywany czasem Rynkiem Rzeźniczym. Handel na Małym Rynku zanikł na początku XX w. Obecnie jest on „gospodarzem” różnego rodzaju imprez i jarmarków.

Kościół Mariacki

Choć znajduje się tuż przy Rynku Głównym, jest atrakcją zasługującą na osobną uwagę – i długie, drobiazgowe zwiedzanie, które pozwoli w pełni dostrzec jego niezwykłość. Drugi najważniejszy kościół Krakowa (po Katedrze Wawelskiej) zachwyca już od pierwszego wejrzenia. Nie sposób przejść obojętnie obok dwóch ceglanych wież, z których jedna jest wyraźnie wyższa od drugiej. Według lokalnej legendy to efekt konfliktu dwóch rywalizujących ze sobą braci budowniczych. Gdy jeden z nich zobaczył, że konstrukcja brata przewyższa jego własne dzieło, w przypływie zazdrości wbił mu nóż w serce – odtąd wieże są nierównej długości, a narzędzie zbrodni wisi po wsze czasy przy wejściu do Sukiennic.

Kraków ma wiele symboli – tym dźwiękowym jest oczywiście hejnał. Możemy go posłuchać, jeśli znajdziemy się w pobliżu Kościoła Mariackiego o pełnej godzinie. Warto tu wspomnieć, że z hejnałem mariackim wiąże się kolejna legenda, tym razem o trębaczu, który zginął przeszyty strzałą, gdy chciał ostrzec mieszkańców przed najazdem tatarskim. Największe skarby kryją się jednak we wnętrzu wzniesionej na przełomie XIV i XV w. świątyni. To przede wszystkim ogromny ołtarz główny dłuta Wita Stwosza, uznawany za najwybitniejszy i najlepiej zachowany przykład późnogotyckiej rzeźby w naszej części Europy. Powstał w latach 1477-1489, ma 11 m szerokości oraz 13 m wysokości i można na nim dostrzec ponad 200 realistycznie wyrzeźbionych figur. Niesamowite wrażenie robią również polichromie projektu Jana Matejki, witraże Stanisława Wyspiańskiego i Józefa Mehoffera oraz liczne ciekawe detale, jak choćby krucyfiks Wita Stwosza, marmurowe cyborium czy średniowieczna żelazna „kuna”, w którą zakuwano ongiś najbardziej obmierzłych grzeszników.

 

Zaułek Niewiernego Tomasza

Po opuszczeniu Rynku Głównego docieramy do klimatycznego Zaułka Niewiernego Tomasza. Krakowianie zawsze znani byli z upodobania do niepokornej sztuki i rzucania wyzwań potężnym siłom rządzącym światem – wystarczy wspomnieć legendę o Panu Twardowskim, który postanowił przechytrzyć samego diabła. Dlatego zaskakująca nazwa tego niewielkiego placyku na skrzyżowaniu ulic św. Tomasza i św. Jana akurat w tym mieście nie powinna nikogo dziwić. Do Niewiernego Tomasza każdego dnia ściągają prawdziwe tłumy wtajemniczonych (przypomnijmy, że Zaułek Niewiernego Tomasza administracyjnie nie istnieje!), ze szczególnym wskazaniem na malarzy, pisarzy, dziennikarzy i wszelkiej maści artystyczne dusze. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze – to bardzo urokliwe miejsce, dyskretnie ukryte za kościołem św. Jana Chrzciciela, a wieczorową porą baśniowo oświetlone. Po drugie – na niewielkiej powierzchni mieszczą się aż 4 popularne knajpki, w tym legendarny Cafe i Loch Camelot oraz Dym. Ta pierwsza łączy w sobie elementy kawiarni, galerii sztuki, kabaretu i teatru z wyjątkową sceną balkonową. Aktorzy podczas spektakli występują na zabytkowych balkonach, zaś widownia mieści się na tarasie na dziedzińcu. Ta druga knajpka to z kolei jeden z tych lokali, w których najlepiej można poczuć słynny krakowski spleen – i napić się w prawdziwie artystycznym towarzystwie.

 

Słodka pauza: włoskie gelato w Lodziarni Rinella

Uff, jak gorąco. Czy może być coś lepszego na upały od porcji przepysznych lodów? Nie wydaje się nam! Wracamy z Camelota i – skuszeni przeuroczą witryną, która aż prosi się o zdjęcie (koniecznie zwróćcie uwagę na wafelkowe lampki) – zatrzymujemy się w Lodziarni Rinella przy Świętego Tomasza 19. Podobno jeśli stać w kolejce po lody w Krakowie, to najlepiej tutaj. Cóż, pewnie znalazłoby się kilka konkurencyjnych adresów na krakowskiej lodowej mapie, jeśli jednak chcecie poczuć na języku smak słonecznej Italii, polecamy zajrzeć do Rinelli. Lodziarnia chwali się dyplomami, m.in. takim potwierdzającym wyróżnienie w międzynarodowym Gelato Festival. Na miejscu kręci się codziennie według starej, tradycyjnej receptury 24 rodzaje lodów. Sekret smaku tych prawdziwych włoskich gelato tkwi nie tylko w technice, lecz także w naturalnych składnikach. Śmietanka, pistacja, panna cotta, agrest z marakują, włoskie espresso – każdy smak, którego spróbowaliśmy, to prawdziwy rarytas. Gorąco polecamy – dla ochłody i na słodką pauzę.

 

Ulica Floriańska

Zaopatrzeni w gelato wracamy na Floriańską. To kolejna słynna krakowska ulica, część Drogi Królewskiej prowadzącej spod Wawelu do Bramy Floriańskiej. Przed wiekami przemierzali ją królowie i znamienici goście odwiedzający gród Kraka, obecnie tłumnie spacerują po niej turyści z różnych stron świata, a co roku we wrześniu również… setki jamników. Kraków jest bowiem gospodarzem Marszu Jamników. Jamniczy pochód wyrusza spod Barbakanu i podąża ul. Floriańską na Rynek Główny. Takie widoki jednak tylko raz do roku, na co dzień na Floriańskiej możemy podziwiać zabytkowe kamienice z liczącymi kilka wieków elewacjami, zajrzeć do jednej z wielu nastrojowych kafejek i restauracji, odwiedzić dom Jana Matejki czy nietypowe Muzeum Farmacji. Nam na Floriańskiej udało się jeszcze kupić kuszące złotą skórką słynne obwarzanki (po 2 i pół złotego za sztukę).

 

 

 

Barbakan i Planty

Docieramy do Bramy Floriańskiej i Plant. Jeszcze 200 lat temu krakowskie Stare Miasto otoczone było grubymi murami, fosami i niezbyt ładnie pachnącymi bajorami, których powszechnie używano jako wysypiska śmieci. W 1820 r. rajcy miejscy uznali jednak, że tak dalej być nie może – i nakazali zburzenie fortyfikacji oraz stworzenie w ich miejscu parku miejskiego. Tak powstał unikalny na skalę europejską, długi na 4 km pas zieleni, który opasuje całe zabytkowe centrum miasta. I nie tylko zapewnia chwilę wytchnienia od staromiejskiego tłumu, ale też przyciąga licznymi fascynującymi miejscami, których podczas pobytu w grodzie Kraka pod żadnym pozorem nie można przegapić. Najważniejsze z nich to zlokalizowany w sąsiedztwie Bramy Floriańskiej gotycki Barbakan, zwany potocznie „rondlem” – jedna z zaledwie kilku zachowanych konstrukcji tego typu w Polsce.

Ale przy Plantach znajdziemy też m.in. imponujący neobarokowym rozmachem gmach Teatru im. Juliusza Słowackiego, Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego, secesyjny Pałac Sztuki oraz ponad 20 różnych pomników i monumentów. Najbardziej niezwykły z nich mieści się na tyłach hotelu Royal. Wygląda niepozornie, ale przed wiekami na jego widok struchlałby nawet największy twardziel. To bowiem nic innego jak tzw. „latarnia umarłych” – specjalna kolumna mająca ostrzegać żywych, że zbliżają się do terenów oddanych we władanie śmierci. W średniowieczu stawiano je przy cmentarzach, szpitalach i leprozoriach. Wierzono, że ich światło odpędza upiory i demony, a pokutującym duszom wskazuje przed świtem drogę powrotną.

 

Hala Forum i FORUM Przestrzenie: wieczorny chillout nad Wisłą

Po całym aktywnym dniu wieczorem chcemy odetchnąć – po prostu – chillout… Nasze kroki kierujemy ku Hali Forum w legendarnym Hotelu Forum w zakolu Wisły. W końcu to tu (obok Kazimierza i okolic Rynku) bije serce miasta po zmroku – a tak przynajmniej słyszeliśmy. Kiedy docieramy na miejsce, nie mamy wątpliwości, że nie ma w tym ani krzty przesady. Hala Forum to istny tygiel kulinarny i moc pozytywnej energii – przestrzenie dawnego Hotelu Forum kryją w sobie wiele wspaniałych, kuszących neonami knajpek serwujących dania z różnych zakątków świata. Na miejscu znajdziemy pizzę neapolitańską, kuchnię meksykańską, dania kuchni ulicznej rodem z Indii czy Wietnamu, a także burgery czy polskie kąski. Mieści się tu również cukiernia z wyjątkowo apetyczną (!) ekspozycją smakołyków, kawiarnia oraz strefa imprezowo-koncertowa. Na zewnątrz czekają na nas kolejne gastropunkty, bary, gęsto poustawiane w różnorakie wysepki leżaki, wokół których skupiają się znajomi i znajomi znajomych, przyjemna muzyka, scena plenerowa oraz – wisienka na torcie, flaga na górskim szczycie, kłódka na kładce ojca Bernatka – zachwycające widoki na Wisłę i Wawel. Moglibyśmy tu siedzieć godzinami, jeść, popijać dobre trunki, gawędzić, obserwować, jeść…

Nad wszystkim góruje przytwierdzony do elewacji budynku najdłuższy billboard w Polsce oraz neon „Lato”. Tuż obok wiruje diabelski młyn – wieczorem pięknie podświetlony – a do lotu podrywa się ogromny balon widokowy. Kto chętny na podziwianie zachodu słońca nad Krakowem z lotu ptaka?

 

 

Poznaj Kraków: DZIEŃ 3

 

 

Przed nami ostatni dzień pobytu w Krakowie – a my mamy poczucie niedosytu! Po krótkiej naradzie wyruszamy na położony nieopodal naszego hotelu Rynek Podgórski.

 

Kościół św. Józefa

Neogotycka świątynia wzniesiona powyżej płyty Rynku Podgórskiego przywodzi na myśl disneyowski zamek. Fasadę świątyni zdobią bogato kamienne dekoracje. Okalają ją trzy wieże, dwie niższe po bokach – z umieszczonymi pod baldachimami w narożnikach posągami świętych – oraz najwyższa na środku z hełmem nawiązującym stylem do wieży kościoła Mariackiego. Po wejściu do kościoła możemy podziwiać bogato zdobione neogotyckie wnętrza, siedem ołtarzy z początku XX w. oraz piękne organy grające tutaj od 1922 roku. Ciekawostką jest fakt, ze podczas budowy kościoła odkryto grotę, w której znaleziono ślady prac prowadzonych najprawdopodobniej przez historycznego alchemika króla Zygmunta Augusta, mistrza Twardowskiego.

 

 

 

Kolorowe schody

Znajdują się niecałe 300 m od podgórskiego kościoła, przy ul. Tatrzańskiej. Schodki we wszystkich barwach tęczy są opatrzone ciekawymi sentencjami z Marqueza, Twaina, Szymborskiej, a nawet Taty Muminka i Włóczykija. Niestety kolory na stopniach już nieco wyblakły, a niektóre złote myśli się powycierały, mimo wszystko przy okazji spaceru po Podgórzu warto odwiedzić ten optymistyczny zakątek.

 

 

Rejs po Wiśle

W ramach pobytu w Qubus Hotelu Kraków **** mogliśmy zakosztować wodnej przygody i wybrać się w rejs po Wiśle hotelową łódką. Zwiedzanie miasta z perspektywy rzeki to świetna opcja jako przerwa od spacerowania oraz przyjemne dopełnienie pobytu w Krakowie. Z pokładu łódki mamy okazję podziwiać Kazimierz, kościół św. Stanisława na Skałce, kopiec Kościuszki, Wawel. Widoki są piękne, płyniemy dość szybko, czujemy orzeźwiającą bryzę i wiatr we włosach, słońce świeci. Cała przyjemność po naszej stronie!

Przydatna informacja! W rejs po Wiśle można się wybrać również Krakowskim Tramwajem Wodnym, który kursuje codziennie od 1 czerwca do 30 września.

 

 

Barka Mauretania

By nie tracić z oczu Wisły, gdy nasza wodna eskapada dobiega końca, z łódki przenosimy się na słoneczny pokład Barki Mauretania. Nawodny, dwupiętrowy pub zacumował tuż obok kładki ojca Bernatka. Możemy tu rozsiąść się wygodnie na górnym lub dolnym pokładzie, napić kawy, lemoniady lub ulubionego drinka i rozkoszować letnim dniem. A dołem Wisła płynie…

 

 

Kopiec Krakusa

Po pełnej wodnych wrażeń pierwszej części dnia i obejrzeniu miasta z wodnej perspektywy, chcemy spojrzeć na Kraków z góry – jedziemy pod kopiec Krakusa. Choć jest on mniej znanym „bratem” jednego z symboli Krakowa – kopca Kościuszki – to właśnie z tego niewielkiego, zielonego wzniesienia na Podgórzu rozciąga się najbardziej zjawiskowa panorama stolicy Małopolski. Możemy zobaczyć stąd miasto w całej okazałości – od wzgórza wawelskiego, kościelnych wież i dachów Starego Miasta po dominującego nad okolicą „szkieletora” oraz Nową Hutę. Nazwa kopca wywodzi się od legendarnego założyciela Krakowa, który, jak głosi jedna z krakowskich legend, został tutaj pochowany. Czy tak było – nie wiadomo. Wiadomo jednak, że na kopcu odbywały się prasłowiańskie rytuały, a po dziś dzień w pierwszy wtorek po Wielkanocy mieszkańcy urządzają obchody Rękawki, czyli radosnego święta, którego główną atrakcją jest… toczenie jajek.

Warto tu jednak przyjść nie tylko od święta. Nie tylko po to, by zachwycić się widokami, ale również na chwilę zwolnić tempo i w otoczeniu natury odpocząć od zgiełku miasta. My odwiedziliśmy kopiec Krakusa dzień po wizycie w wypełnionym po brzegi turystami i gwarem centrum miasta – to był strzał w dziesiątkę! Odetchnęliśmy i spojrzeliśmy na Kraków z zupełnie nowej perspektywy. Otulony zachodzącym słońcem – wygląda niesamowicie.

Natomiast poszukiwacze miejskich ciekawostek koniecznie muszą zajrzeć do położonego tuż obok dawnego kamieniołomu Liban – zalany częściowo wodą teren, pełen opuszczonych metalowych konstrukcji sprawia wrażenie scenografii do postapokaliptycznego filmu science-fiction. Zresztą filmowcy doskonale znają potencjał tego miejsca, a Steven Spielberg kręcił tu część ujęć do swojej „Listy Schindlera”.

Żegnamy się z Krakowem

Czy da się poznać Kraków w weekend? Absolutnie i niezaprzeczalnie – nie da się! Jest tu tyle do zobaczenia, przeżycia i zrobienia, że starczyłoby spokojnie na obdzielenie kiku(nastu) weekendów. Wobec stężenia krakowskich atrakcji nie zachowała obojętności nawet królowa polskich rzek. Jak głosi ludowa piosenka, gdy „zobaczyła Kraków, wnet go pokochała, wnet go pokochała, a w dowód miłości wstęgą opasała”. I my pokochaliśmy Kraków tak bardzo, że chętnie zostalibyśmy tu jeszcze kilka dni – i kilka nocy. Przed nami jednak jeszcze trochę miejsc do odkrycia, ruszamy dalej w Polskę. A do Krakowa jeszcze wrócimy – poznawanie fascynujących miejsc po kawałku również daje mnóstwo radości!

 

 

 

Kraków: jak dojechać

 

 

Z Warszawy dojedziemy S7-ką. Z Trójmiasta dojedziemy autostradą A1 do Torunia, następnie drogą krajową nr 1, na odcinku Katowice-Kraków autostradą A4. Nasza podróż będzie przebiegać przez okolice Grudziądza, Torunia, Łodzi, Częstochowy i Katowic. Na przejazd musimy przeznaczyć ok. 6 godz.

Pociągiem do Krakowa dojedziemy bezpośrednio ze wszystkich większych miast w Polsce. Z Warszawy dotrzemy w zaledwie 2,5 godz., z Gdańska w ok. 5 godz. Dworzec Kolejowy Kraków Główny położony jest w centrum miasta (ok. 1,5 km od Rynku Głównego) i połączony z siecią komunikacji miejskiej.

Kraków posiada bezpośrednie połączenia lotnicze z Warszawą i Gdańskiem.

 

 

 

 

Kraków: jak się poruszać

 

Najwygodniej poruszać się pieszo, rowerem lub komunikacją miejską – Kraków posiada dobrze rozwiniętą sieć tramwajową i autobusową. Na autobusy i tramwaje obowiązują te same bilety. Możemy je zakupić w automatach na przystankach, w pojazdach, w stacjonarnych punktach sprzedaży, a także za pomocą dedykowanej aplikacji. Dodatkowo od 1 czerwca do 30 września po Wiśle kursuje Krakowski Tramwaj Wodny.

W Krakowie trwa właśnie realizacja Programu #zwiedzajKrakow w ramach kampanii promocyjnej „Kraków nieodkryty”. W jej ramach możemy skorzystać z 20% rabatu na przejazdy komunikacją miejską, wejścia do wybranych muzeów i inne krakowskie atrakcje. Warunkiem skorzystania z promocji jest pobyt na minimum jedną dobę noclegową w obiekcie noclegowym należącym do Partnera Programu oraz posiadanie karty #zwiedzajKrakow wydawanej przez Urząd Miasta Krakowa. Akcja potrwa do 31 grudnia 2021 roku.

 

 

 

2 komentarze

  1. Dzień dobry, bardzo ładne opracowanie, na pewno się przyda poczatkującym turystom. Jako (nie) początkujący, przynajmniej jeśli chodzi o Kraków, to zauważyłem bardzo częsty błąd (sam też go popełniłem). W Krakowie jest ulica Kanonicza, a nie KanoniczNa. Pozdrawiam serdecznie!

    • Dzień dobry,
      masz absolutną rację – ta piękna, zabytkowa uliczka, o której piszemy, to oczywiście Kanonicza. Już zmodyfikowaliśmy to w tekście. Dziękujemy za miłe słowa i wprawne oko! Zachęcamy do poznawania z nami kolejnych wspaniałych zakątków w Polsce.

      Pozdrawiamy
      Redakcja Magazynu Travelist