Jest takie miasto nad Bałtykiem, w którym mewy „piją” kawę i „jeżdżą” na deskorolce, świętuje się Barbórkę, a marzenia spełnia się przez czułe gesty – a konkretniej pogłaskanie oblicza pewnego buntownika… W dodatku sezon na regenerację trwa tu cały rok. To Kołobrzeg! Wspólnie z Pauliną i Tomkiem Torresami odwiedziliśmy to piękne nadmorskie miasto i eksplorowaliśmy je przez 3 dni. Oto nasz weekendowy przewodnik po uzdrowiskowej perełce polskiego Wybrzeża.

Przed wiekami – potężna twierdza. W czasach PRL-u – gospodarz festiwali piosenki żołnierskiej. Dziś – największe polskie uzdrowisko i eldorado dla tych, dla których plaża to za mało. Historia Kołobrzegu sięga VIII w. To jedno z najstarszych polskich miast – niewielu wie, że starsze nawet od Krakowa! Prawa miejskie otrzymał dwa lata wcześniej niż gród Kraka (a dokładniej w 1255 r.). Dzieje Kołobrzegu są bogate i burzliwe – w ciągu wieków był on wielokrotnie oblegany, okupowany, w dodatku został niemal doszczętnie zniszczony w wyniku II wojny światowej. Na szczęście zdołał podnieść się z ruin. Dziś kwitnie – w sezonie wakacyjnym przyciąga nawet trzy razy więcej turystów, niż liczy mieszkańców.

Kusi plażą, która po kilku latach rewitalizacji stała się prawdziwym rajskim zakątkiem, mnogością atrakcji, dzięki którym niestraszne nam kaprysy pogody, i uzdrowiskowym klimatem. Od kilku miesięcy miasto promuje się hasłem „Kołobrzeg. RE:GENERACJA”. Bardzo słusznie. Uzdrowisko szczyci się kuracyjnymi tradycjami sięgającymi XIX w., jednak jego główne naturalne bogactwo – kołobrzeska solanka – znane było dużo wcześniej. Okolice Kołobrzegu słyną również z obfitych złóż borowiny – leczniczego torfu pozyskiwanego w tutejszej kopalni borowiny.

Czym jeszcze może pochwalić się to urokliwe miasto w dolinie Parsęty? Postanowiliśmy się przekonać na własne oczy – razem z państwem Torres spędziliśmy tam 3 intensywne dni, zobaczyliśmy najciekawsze atrakcje, zajrzeliśmy do najbardziej magicznych zakątków, poznaliśmy Kołobrzeg od kuchni, pogawędziliśmy z mieszkańcami – i podpowiadamy, jak zaplanować pełen pozytywnych wrażeń weekend w Kołobrzegu.

Kołobrzeg: hotel na weekend

 

Aby eksplorowanie Kołobrzegu było komfortowe i przyjemne, warto zatrzymać się w Dzielnicy Uzdrowiskowej. To piękny, zielony fragment miasta, w którym zdrowie rzeczywiście wisi w powietrzu. Dotrzemy stąd szybko zarówno na plażę, jak i do Nowej Starówki. My zamieszkaliśmy w hotelu Royal Tulip Sand Kołobrzeg *****.

To wyjątkowy hotel w uzdrowiskowym sercu Kołobrzegu, tylko 300 m od Plaży Centralnej i 15 minut spacerem od ścisłego centrum. Ciekawe wnętrza, niebanalne dekoracje i dzieła sztuki, nowoczesne udogodnienia – miłośnik stylowego komfortu znajdzie tu wszystko, co sobie ceni. Hotel może poszczycić się wyróżnioną w przewodniku Gault & Millau restauracją i unikatową strefą spa & wellness. Na gości na miejscu czekają przestronne pokoje i apartamenty z indywidualnie sterowaną klimatyzacją, bardzo wygodnymi łóżkami (będziemy za nimi tęsknić), elegancką łazienką, płaskim telewizorem, minibarem, sejfem, a nawet zestawem do prasowania. Dodatkowo, aby poznać Kołobrzeg z dalszej perspektywy, w recepcji można wypożyczyć rowery – urokliwe, żółciutkie jednoślady doskonale współgrają z nazwą hotelu i przywodzą na myśl drobniutki piasek na kołobrzeskiej plaży.

Zobacz inne hotele w Kołobrzegu

Radisson Resort Kołobrzeg ****

Nowo otwarty hotel znanej marki w zielonej części Kołobrzegu, 400 m od plaży – wyjątkowy design, dostęp do aquaparku i liczne atrakcje na miejscu

Hotel Arka Medical Spa ****

Rodzinny kompleks w otoczeniu natury, tylko 50 m od morza – wellness z basenem bez limitu, zabieg SPA oraz atrakcje dla najmłodszych w cenie

SU Bałtyk

Wypoczynek z atrakcjami tuż przy kołobrzeskiej plaży i wejściu na molo – wstęp do kompleksu basenów Morska Odyseja, grota solna i zabiegi w cenie

Poznaj Kołobrzeg: DZIEŃ 1

 

Przyjazd do Kołobrzegu

Kołobrzeg wita nas pięknym słońcem – to idealny czas na leniwą przechadzkę i zapoznanie z miastem. Docieramy do hotelu, szybkie zameldowanie, wypakowanie bagaży i ruszamy na spacer ku morzu.

Powitanie z morzem

Pierwsze kroki kierujemy w stronę deptaka w Dzielnicy Uzdrowiskowej, przy ul. Rodziewiczówny – zgodnie stwierdzamy, że przechadzka po kołobrzeskim molo to dobry początek wizyty w Kołobrzegu. W końcu to jedna z wizytówek miasta. Długa na ponad 200 m, szeroka na 9 m żelbetonowa konstrukcja robi wrażenie. Na jej końcu działa kawiarnia – można tu przysiąść na kawę albo coś zimnego i podziwiać wpływające do portu statki. Po zmierzchu – o czym będziemy mieć okazję przekonać się jeszcze tego samego dnia, a właściwie wieczora – molo jest pięknie oświetlone.

Przydatna informacja! Od czerwca 2021 r. wstęp na molo w godz. 10-22 jest płatny – za darmo mogą jednak wejść turyści, którzy okażą dowód uiszczenia opłaty uzdrowiskowej w hotelu, warto więc o niego poprosić przy zameldowaniu.

 

Bulwar Jana Szymańskiego

Między molo a latarnią morską, wzdłuż Plaży Centralnej, ciągnie się urokliwy Bulwar Jana Szymańskiego. Nadmorski deptak został zbudowany w 1994 r. i nazwany na cześć pierwszego dyrektora Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, Jana Szymańskiego. Latem to tętniące życiem serce miasta, które łączy wszystkie najlepsze aspekty polskiego Wybrzeża. Nie brak tutaj typowych dla nadmorskich miejscowości drewnianych smażalni, budek z goframi i straganów z pamiątkami. Naszą uwagę po zejściu z molo przyciąga mewa z… deskorolką i czapką z daszkiem zarzuconą zawadiacko tyłem na przód. To Marian – jedna z kilku odlanych z brązu, uczłowieczonych rzeźb mew rozsianych po Kołobrzegu. Na mieście spotkamy też Mariana w kapeluszu i z kubkiem kawy, Mariana fotografa, a nawet Mariana społecznika – „kwestującego” na rzecz WOŚP-u. Warto wypuścić się dalej i poszukać kolejnych sympatycznych figurek. Marian pretenduje do stania się symbolem uzdrowiska. My jak najbardziej trzymamy za niego kciuki!

Przechadzkę deptakiem umilają nam też kurtyny wodne z orzeźwiającą mgiełką i chwytliwym hasłem „Trochę WODY dla ochłody”, powstałe przy współudziale kołobrzeskich wodociągów. A jest gorąco! Ale to, co naprawdę uważamy za godne podziwu, to malowniczy krajobraz. Spacerując aleją, możemy cieszyć się nie tylko widokiem plaży i bałtyckich fal, ale także wdychać zapach drzew z pobliskiego Parku Nadmorskiego czy podziwiać wcięte w głąb morza, imponujące falochrony. Kołobrzeski port osłaniają dwa falochrony – wschodni i zachodni, z przypominającymi małe latarnie główkami portowymi. Spacerowiczom udostępniony jest jedynie falochron wschodni, o długości ok. 308 m. Wejście na falochron kosztuje 2 zł – ale chyba przyznacie, że to niewielka cena za podziwianie – zdaniem wielu turystów i samych kołobrzeżan – najpiękniejszego zachodu słońca nad Bałtykiem.

Po drodze mijamy też słynny Pomnik Zaślubin Polski z Morzem. Mieszkańcy mówią o nim „żyrafa” (również i nam to określenie przyszło do głowy), czasem „dinozaur”. Podobno jeśli przejdziemy między „nogami” konstrukcji, pomyślimy życzenie i wstrzymamy przy tym oddech, nasze marzenie się spełni. Pomnik upamiętnia wydarzenia z 18 marca 1945 r., kiedy to po zdobyciu miasta przez oddziały Wojska Polskiego w dno Bałtyku wbito polską flagę, a jeden z żołnierzy – Franciszek Niewidziajło – wrzucił do morza pierścień i dokonał tym samym symbolicznego aktu zaślubin. W miejscu tym, na plaży, stoi maszt z powiewającą flagą.

 

Latarnia morska i port

Życzenia pomyślane – idziemy dalej, w stronę portu i latarni morskiej. Obecna latarnia została odbudowana po wojnie na fundamentach potężnych zabudowań niegdysiejszego Fortu Ujście. Ceglana wieża ma 26 m wysokości i jest udostępniona dla zwiedzających – dostępu do galerii widokowej „broni” 109 schodków. Skrupulatnie policzyliśmy! Z góry oglądamy piękny widok na morze, port handlowo-pasażerski (ale i rybacki), uzdrowiskowy fragment miasta – z sanatoriami i parkiem oraz blisko 50-metrowy diabelski młyn La grande Roue Parisienne. Przez nas okrzyknięty spontanicznie „Kołobrzeg Eye” – ruchomy punkt widokowy, z którego możemy podziwiać całe miasto.

Po zejściu z wieży, na dole odwiedzamy Muzeum Modeli Statków – to unikatowe miejsce na kołobrzeskiej mapie atrakcji. Choć działa zaledwie od zeszłego roku, jego zbiory są imponujące. Miniaturowe, wierne repliki statków pochodzą od modelarzy z całej Europy. Część z nich można nawet kupić. Na miejscu zobaczymy m.in. ponadstuletni model słynnej Santa Marii – flagowego okrętu Krzysztofa Kolumba, ale też Czarną Perłę z „Piratów z Karaibów”, modele U-Bootów czy największy model z zapałek. Znajdzie się też coś dla fanów „Rejsu” czy staczania morskich batalii w „Assassin’s Creed IV: Black Flag”. O szczegóły polecamy zapytać założyciela muzeum – Rafała Kropidłowskiego, człowieka, którego pasja i wiedza na temat statków oraz modeli są szerokie jak sam Bałtyk.

Byliśmy na samym szczycie latarni, byliśmy na parterze – teraz, w poszukiwaniu nowych wrażeń, czas zejść do podziemi. Pokonujemy kilka stopni drabinką w dół, a tam – malutkie Muzeum Minerałów, w którym możemy podziwiać nie tylko mieniące się wszystkimi kolorami tęczy wytwory Matki Ziemi, ale i tajemniczych przybyszów z kosmosu – meteoryty, w tym jeden dość okazały – o wadze 35 kg. Chlubą muzeum są też największa muszla w Polsce o wadze 143 kg oraz skamieniałe jaja dinozaurów. Na miejscu działa sklepik z minerałami i ozdobami. Dzień chyli się ku końcowi. Zaopatrzeni w kamyki – na szczęście i na prezent – ruszamy dalej.

 

Plażowanie nocą: na skraju molo i w Beach Box-ie

Po przechadzce wzdłuż morza wracamy do hotelu, chwila regeneracji – i jesteśmy gotowi na posmakowanie uroków wieczornego życia Kołobrzegu. Najpierw oglądamy piękny zachód słońca z perspektywy plaży, a następnie – skuszeni odgłosami zabawy i blaskiem pięknie oświetlonego molo – wyruszamy na jego skraj. Działa tam wspomniana już przez nas kawiarnia TRio Molo Cafe, która po nadejściu nocy odsłania swe imprezowe oblicze. Przy barze możemy zamówić bursztynowy trunek lub kolorowego drinka, a na parkiecie – kilka kroków dalej – poszaleć przy dobrych, klubowych rytmach.

Choć atmosfera na molo jest wspaniała, my mamy w planach odwiedzić jeszcze jedno miejsce. Wracamy z powrotem na ląd i cała naprzód na plażę – do Beach Box-u. Okazuje się, że to idealnie miejsce na wieczorne plażowanie! Możemy tu zamówić coś do picia i przekąszenia, umościć się wygodnie na leżakach przed barem, zatopić wzrok w morski bezkres i pozwolić utulić się szumowi fal. Jest magicznie!

Poznaj Kołobrzeg: DZIEŃ 2

 

Pogoda od samego rana nas nie rozpieszcza, po wczorajszym słońcu nie ma śladu, ale Kołobrzeg ma przed nami wiele do odkrycia również, gdy siąpi. Śniadanie w hotelu, szybka konsultacja i zapada wspólna decyzja – ruszamy do centrum, tam nas jeszcze nie było!

Plac 18 Marca i Skwer Pionierów

Docieramy żwawym krokiem do Placu 18 Marca – dawniej zwanego Placem Cesarskim, później Placem Adolfa Hitlera, a po wojnie przemianowanego właśnie na Plac 18 Marca. To jeden z bardziej reprezentacyjnych skwerów w Kołobrzegu – z kolorowymi dywanami kwiatowymi, zabytkowym drzewostanem oraz piękną fontanną pośrodku, która kształtem przywodzi na myśl dmuchawiec.

Na sąsiadującym z Placem 18 Marca Skwerze Pionierów znajduje się jeszcze jedna ciekawa fontanna – kształtem przypomina kwiat lotosu, tym bardziej zaskakująca jest nomenklatura, jaką zwyczajowo stosują w odniesieniu do niej mieszkańcy – „Szczęki Naczelnika” czy „Szczęki Prezydenta” wydają nam się dość osobliwymi określeniami.

 

Budynek poczty i jej intrygujący mieszkańcy

Będąc jeszcze przy parku, zwracamy uwagę na ciekawy, okazały gmach w tle. To neogotycki budynek poczty głównej – jeden z ładniejszych budynków w całym Kołobrzegu. Niedawno sprzedany prywatnemu inwestorowi. Patrzymy wysoko i… okazuje się, że nie tylko Wrocław ma krasnale. Na fasadzie poczty przycupnęło ich aż 10! Odnalezienie całej gromadki podobno przynosi szczęście. W Kołobrzegu mówi się, że początkowo krasnale miały pomóc sortować listy na poczcie, ale ponieważ są leniwe – przykucnęły na budynku i rozglądają się za przybywającymi do miasta pięknymi kuracjuszkami…

Nowa Starówka i Ratusz

Idziemy dalej, mijamy ulicę Stanisława Dubois z odtworzoną przedwojenną zabudową. Niektórzy mówią, że to namiastka praskiej Złotej Uliczki. Na końcu uliczki można dostrzec czerwony gotycki szczyt – Basztę Lontową, to jedyna pozostałość po średniowiecznych fortyfikacjach Kołobrzegu. Przekraczając ul. Dubois, wchodzimy na teren dawnego średniowiecznego miasta. Mijamy ul. Wąską, dawniej ul. Podgórną, w XIII w. główną ulicę miasta – to właśnie przy niej znajdował się pierwszy kołobrzeski ratusz. Kilka kroków – i już jesteśmy pod różowiutkim Pałacem Brunszwickich – a właściwie Braunschweigów. Obecnie mieści się w nim jeden z oddziałów Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu.

Następnie docieramy do serca Nowej Starówki – neogotyckiego ratusza. Dla nas, przyjezdnych, „Nowa Starówka” brzmi trochę jak oksymoron. Szybko okazuje się jednak, że nazwa jest w pełni uzasadniona. Dawne Stare Miasto zostało bowiem w czasie wojny niemal zupełnie zniszczone – dziś została po nim tylko lokalizacja, na jego miejscu wybudowano całkowicie nową dzielnicę zwaną właśnie Nową Starówką.

Kołobrzeski ratusz jest bardzo okazały, przypomina zamek obronny. Jego projektant, pruski architekt, Karol Fryderyk Schinkel, odwiedził podczas podróży po Europie Szkocję – zachwyciły go tamtejsze zamki i postanowił zainspirować się nimi przy tworzeniu projektu. I tak oto dziś możemy podziwiać przywodzącą na myśl szkocką twierdzę bryłę współczesnego ratusza. Co ciekawe, nie pełnił on nigdy funkcji wojskowej, ale ponieważ powstawał w mieście-twierdzy, przy jego wznoszeniu nadano mu militarny charakter. Kompleks posiada pięć wież, a wśród nich najważniejsza – wieża zegarowa z „bijącym sercem” ratusza, odmierzającym czas mieszkańcom po dziś dzień zegarem. Co ciekawe, jest on nakręcany dwa razy dziennie siłą mięśni przez… kołobrzeskiego zegarmistrza.

Polecamy obejść cały ratusz i rozglądać się przy tym bardzo uważnie. Na tyłach budynku wmurowany jest pręgierz zwany Kolumną Adebara. Według legendy Jakub Adebar stał na czele wznieconego w XVI w. buntu mieszczan. Buntownicy wygrali starcie z radą miasta, a Adebar, zachęcony zwycięstwem, postanowił podstępem zająć stołek burmistrza. Wdawał się też w odbijające się szerokim echem w całym mieście romanse z żonami rajców miejskich. Jego żądza władzy i niecne uczynki tak rozjuszyły dawnych współtowarzyszy, że postawili go oni przed sądem. Proces zakończył się wyrokiem skazującym na śmierć przez ścięcie toporem. Wyrok wykonano za ratuszem. W miejscu, gdzie odbyła się egzekucja, na jednej z kolumn anonimowy kamieniarz wyrzeźbił głowę Jakuba. Miała ona przestrzegać mieszkańców miasta przed haniebnymi uczynkami i przypominać o skuteczności władz miejskich. Zgodnie z tradycją pogłaskanie oblicza Adebara przynosi szczęście i pomaga spełniać życzenia. Choć nie było łatwo go znaleźć, my oczywiście pogłaskaliśmy czule Adebara i, z nadzieją na spełnienie najskrytszych marzeń, ruszyliśmy dalej.

A gdy już jesteśmy pod ratuszem, zajrzyjmy koniecznie do – kultowej już – kawiarni W Filiżance Café na pyszną kawę (może być z wkładką), lody, ciasto czy gofra. Kawiarnia przypadnie do gustu łasuchom i miłośnikom stylu vintage. Stare meble, fotografie i bibeloty nadają jej retro klimatu i przytulności. Mała uwaga! Przed wizytą w lokalu warto odwiedzić bankomat, na miejscu nie można bowiem płacić kartą.

Kawa wypita. A skoro wciąż jesteśmy przy ratuszu, idziemy zrobić sobie zdjęcie, jak na turystów przystało, pod Pomnikiem Turystki. Nasza wykonana z brązu wczasowiczka ma ze sobą walizkę i…kijek do selfie. Początkowo turystka stała w Dzielnicy Uzdrowiskowej, ale ktoś zabrał jej statyw. Po kradzieży kijka rzeźbę przeniesiono pod ratusz, by czuwał nad nią miejski monitoring.

 

Bazylika Mariacka

Zaledwie 250 m od ratusza mieści się kolejna wizytówka Kołobrzegu – Bazylika Mariacka. Wybudowana w XIV w. w stylu gotyckim, rozbudowywana i upiększana katedra została niemal zrównana z ziemią w czasie wojny. Ruiny planowano rozebrać, ostatecznie w 1957 r. przekazano je kościołowi katolickiemu i rozpoczęto odbudowę świątyni. Jest ona obecnie najwyższym budynkiem w Kołobrzegu i jednocześnie jedynym w Polsce nawowym kościołem halowym. Po wejściu do wnętrza katedry naszą uwagę przykuwają filary – są jakby… krzywe. Zastanawiamy się, czy to złudzenie optyczne, czy filary faktycznie nie trzymają pionu. Z wiarygodnego źródła dowiadujemy się, że się nam nie wydawało. Filary pod wpływem niestabilnego terenu z czasem odchyliły się od pionu. Spokojnie! Zostały bardzo dobrze zabezpieczone, a przejście obok nich jest w pełni bezpieczne.

Podczas zwiedzania bazyliki warto zwrócić uwagę na ogromny świecznik z XVI w., zwany Koroną Schlieffenów, gotycki świecznik siedmioramienny z 1327 r., chrzcielnicę z 1355 r., drewniane ołtarze z przełomu XV i XVI w., najstarsze w Polsce gotyckie stalle oraz wiele innych dzieł sztuki. W 2013 r. na ostatnim poziomie bazyliki udostępniono zwiedzającym taras widokowy. Warto popatrzeć na Kołobrzeg z góry, jest piękny.

 

Muzeum Oręża Polskiego przy Armii Krajowej

Muzeum dla pasjonatów militariów oraz historii. Jego bogate zbiory zainteresują nie tylko fanów „Czterech pancernych i psa”, a możliwość osobistego przetestowania kabiny wojskowego odrzutowca czy działa samobieżnego będzie dodatkową zachętą. Podczas zwiedzania możemy podziwiać broń, umundurowanie, amunicję i wszelkiej maści artefakty wojskowe – od średniowiecza po II wojnę światową. Muzeum prezentuje swoje zbiory w gablotach wewnątrz budynku oraz w plenerze. Park maszyn pod gołym niebem zrobił na nas ogromne wrażenie! Ciekawostką jest fakt, że kilka eksponatów w muzeum wykonała w wydruku 3D licealna kołobrzeska młodzież – należą do nich m.in. makiety „Kanonierka” i „Kołobrzeg XV wiek”. Muzeum Oręża ma 4 oddziały: przy ul. Armii Krajowej (właśnie tu byliśmy), we wspomnianym Pałacu Brunszwickich, przy porcie jachtowym (w Skansenie Morskim jeszcze dziś będziemy) oraz jeden poza miastem, w Podborsku (działa tam Muzeum Zimnej Wojny).

Przydatna informacja! W sezonie 2021 jeśli kupimy wejściówkę do 2 oddziałów, za wejście do trzeciego nie musimy dopłacać ani złotówki.

 

Lunch: Colberg w Wieży Ciśnień

Nadmorskie powietrze zaostrza apetyt, więc czas na obiad. Na miejsce uczty wybieramy
restaurację Colberg z regionalnym piwem i tradycyjną kuchnią zlokalizowaną w Kołobrzeskiej Fabryce Piwa Wieża Ciśnień przy ul. Budowlanej 6. Jeszcze do 2015 roku (od 1885 roku, kiedy została wybudowana) ta neogotycka wieża z czerwonej cegły pełniła funkcję ogromnej pompy (poj. 720 m3) zaopatrującej całe miasto w wodę z rzeki Parsęty. Dziś zamiast wody przelewa się tu obficie bursztynowy trunek, choć o historii miejsca przypominają industrialny wystrój oraz… dziwne zgrzyty i wycia wydobywające się z komnaty na najwyższym piętrze budowli. Jeśl wierzyć legendom, to odgłosy Wodnika Parsętusa – zielonego stwora, który niegdyś, zakręcając kurek pompy, ukarał miasto za zanieczyszczanie rzeki. My legendzie wierzymy, podobnie jak hasłu wpisanemu na oryginalnym menu restauracji: „Bez wątpienia największym wynalazkiem ludzkości jest piwo. No, koło też jest ważne, ale nie pasuje do naszego Colburgera”. I zamawiamy burgera, zupę piwną, bruschettę z kurkami i ricottą, a do tego miniset degustacyjny – 5 kieliszków wypełnionych piwem we wszystkich odcieniach bursztynu. Warto się skusić, jeśli szybko chce się odnaleźć wśród nich ten jedyny, swój ulubiony smak.

 

Wyspa Solna i źródło solankowe

Posileni, w dobrych humorach – mimo lekkiej mżawki – z Wieży Ciśnień kierujemy się na Wyspę Solną u ujścia rzeki Parsęty i Kanału Drzewnego. W tle dostrzegamy tramwaj wodny sunący po rzece – to świeżutka, zapowiadana od kilku lat atrakcja kurortu. Jednostka o nazwie Berta Bleue będzie pływała po kołobrzeskim porcie i Parsęcie przez całe wakacje. Dzięki Bercie można poznać Kołobrzeg z nieco innej perspektywy.

Tuż przy zejściu z mostu nad Parsętą, odnajdujemy źródło solankowe, z którego wypływa nieprzerwanie do kamiennej studzienki wodny roztwór soli. Źródełko jest ogólnodostępne. Kto ciekaw, może osobiście sprawdzić, jak smakuje słynna solanka. Niektórym zapiera dech (sami zobaczycie!). Lokalni mieszkańcy utrzymują, że moczenie łokci i stóp w podgrzanej solance natychmiastowo zwalcza przeziębienie, a mająca zasolenie do 6% woda doskonale nadaje się również do… kiszenia ogórków. Jakby na potwierdzenie tego faktu, tuż po naszym przyjściu, do źródełka podchodzi małżeństwo z baniakami – dowiadujemy się, że mili państwo będą kisić ogórki. Wesoły pan dopowiada na koniec ze śmiechem, że „solanka jest też dobra do kawki”. Temu akurat nie dajemy wiary, ale, oczywiście, doceniamy poczucie humoru.

Warto tu wspomnieć, że ogórek kołobrzeski został uznany za produkt regionalny. Dzięki wyjątkowemu działaniu solanki – zawekowane w niej warzywa zachowują na długo twardość. Tutejsi plażowi handlarze zwracają uwagę na jeszcze jedną, ciekawą właściwość ogóreczków ukiszonych w solance i radośnie donoszą plażowiczom: „Ogóreczki, ogóreczki małosolne – ujędrniają partie dolne”…

 

Jarmark Solny

Prawy brzeg Parsęty stanowił niegdyś początek Szlaku Solnego, dzięki któremu miasto zarabiało krocie. Jako że Kołobrzeg „stał i stoi na soli” – miasto co roku organizuje Jarmark Solny. Tegoroczny ruszył już 11 lipca w niedzielę i potrwa do środy 4 sierpnia. Między bazyliką a ratuszem stanęło ponad 30 drewnianych kramów. Na stoiskach można się zaopatrzyć m.in. w ręcznie wyrabianą ceramikę, biżuterię, świece z wosku pszczelego, drewniane rzeźby, pamiątki i wyroby regionalne. Na miejscu nie brakuje również pyszności, takich jak: kołobrzeskie śledziki, wędzone ryby, miody z ekologicznych pasiek, domowe chleby, turecka chałwa, piwo rzemieślnicze czy nalewki. Jak co roku, nie obędzie się bez licznych warsztatów, pokazów i animacji dla najmłodszych.

Skansen Morski i Port Jachtowy

Opuszczamy Wyspę Solną i przez Most Portowy zmierzamy do Skansenu Morskiego. Z Mostem związana jest pewna ciekawostka – gdy powstawał, w najwyższej części mostowego chodnika wmurowano kapsułę czasu. Umieszczono w niej m.in. księgę z wpisami mieszkańców, prezydenckie spinki do mankietów, monety, fotografie oraz inne pamiątki dla przyszłych pokoleń. Kapsułę można będzie otworzyć za 100 lat – a właściwie za 94 lata, bo most oddano do użytku w 2015 r. 

Docieramy do Skansenu Morskiego – to jeden z oddziałów Muzeum Oręża Polskiego. W oczy od razu rzucają się nam – trudno, żeby nie – dwa pełnowymiarowe, ogromne okręty – ORP Fala oraz okręt rakietowy ORP Władysławowo – w całej okazałości. Można do nich wejść, można wszystkiego dotknąć. Przeciskamy się dzielnie przez wąskie włazy i korytarzyki, pośród zapachu smarów i gumy (jest klimat!), oglądamy messę, kajuty, okrętową kuchnię, maszynownię, kabiny nawigacyjne, a nawet WC i łazienki. Ilość „maszynerii”, na jaką się natykamy, robi wrażenie. Prawdziwą chlubą skansenu są pozostałości (w tym maszt) słynnego kontrtorpedowca ORP „Burza”. Polecamy nie tylko fanom morskich przygód!

Obok skansenu, przy ul. Szyprów 1, działa Targ Rybny. Jeśli chcemy kupić ryby od rybaka, warto przyjść właśnie tu, najlepiej z samego rana.

Po wyjściu z muzeum spacerujemy jeszcze po zrewitalizowanym, bardzo nowoczesnym Porcie Jachtowym, zwanym też Mariną Solną. Cumują tu najpiękniejsze jachty z całego świata. W centralnym punkcie mariny znajduje się Reduta Morast – historyczna XVIII-wieczna fortyfikacja po całkowitej renowacji, prawdziwa ozdoba portu. Dobra wiadomość! Redutę zwiedzimy całkowicie za darmo. Po przechadzce ruszamy do naszego portu – hotelu.

 

Bindaż – Aleja Miłości

Po drodze do Dzielnicy Uzdrowiskowej, w której mieści się nasz hotel, zatrzymujemy się jeszcze przy bindażu grabowym na Skwerze Koncertów Porannych. Jeśliby robić zestawienie najbardziej romantycznych miejsc w Kołobrzegu, bindaż bezsprzecznie „stanąłby” na podium. Magiczna alejka jest ściśle obsadzona obustronnie grabami, których korony splatają się, tworząc coś na kształt zielonego tunelu. To świetne miejsce na schadzki zakochanych. Chroni przed wzrokiem ciekawskich, a w dodatku stanowi nastrojowe tło dla fotografii pamiątkowych.

 

Wieczorna posiadówka: RoweR BaR

Wieczorem, po krótkiej regeneracji w hotelu, znów wyruszamy na miasto. Skuszeni końcówką meczu wyświetlanego na dużym ekranie, zatrzymujemy się w RoweR BaRze przy Rodziewiczówny. Tu trzeba dodać, że gdy jesteśmy w Kołobrzegu, wciąż trwa Euro. Okazuje się, że to jedyne miejsce przy nadmorskim deptaku, w którym można zaspokoić także głód piłkarskich emocji. W RoweR BaRze poczują się dobrze i wychillują nie tylko cykliści oraz kibice. Można tu napić się lokalnego Colberga (ale nie tylko), wina czy drinka i skosztować specjalności zakładu – podpłomyka w kilku wariantach. Co też ochoczo czynimy. Cieniutki, chrupiący placek przywodzi na myśl pizzę, jednak w smaku różni się od włoskiego okręgu. Do ciasta nie dodaje się drożdży – udaje się nam dowiedzieć od przemiłych właścicieli. 

Jeśli rozejrzymy się po barze, zobaczymy sporo wiszących wokół tabliczek – niektóre informują o ofercie gastronomicznej lokalu, a niektóre mają wydźwięk lekko filozoficzny…

RoweR BaR jest lubiany również przez miejscowych. Mamy przyjemność poznać tu prawdziwych „ludzi morza” – dzielnych ratowników pracujących w Morskiej Służbie Poszukiwania i Ratownictwa (w skrócie określanej Służbą SAR). Ćwiczenia, akcje ratunkowe, walka z siłami natury o ludzkie zdrowie i życie, zwalczanie zagrożeń i zanieczyszczeń na morzu – to ich chleb powszedni. Jesteśmy pod wrażeniem ich opowieści i… skromności. Siedzimy, gawędzimy, rozkoszujemy się letnim, beztroskim wieczorem aż do zamknięcia. O północy kończymy posiadówkę i wracamy do hotelu.

Poznaj Kołobrzeg: DZIEŃ 3

 

To dzień, w którym zarówno temperatura na zewnątrz, jak i poziom cukru i adrenaliny we krwi sięgają zenitu.

Krówka Kołobrzeska

Zaraz po śniadaniu (rozsądnie rezygnując z porannego deseru do kawy) – wybieramy się na wycieczkę do Galerii Molo, gdzie pod kopułą centrum handlowego wypasa się na sztucznej, zielonej trawce… łaciata krowa. Ten sympatyczny i pluszowy przedstawiciel bydła hodowlanego to maskotka bodaj najsłodszej fabryki w całym kołobrzegu – Manufaktury Krówki. Półki gabloty wystawienniczej uginają się pod ciężarem mlecznych cukierków (również w wersji bloków krówkowych) we wszystkich kolorach tęczy – od żółtych o smaku cytrynowym, przez różowe o smaku kokosowym, po zielone o aromacie miętowym. A za szybą oddzielającą ladę od kuchni dwoje sympatycznych pasjonatów wprowadza amatorów słodkości w tajniki produkcji tradycyjnych smakołyków. Ktoś miesza mleko, cukier i masło w ogromnej kadzi, ktoś inny dzieli zastygłą masę na kawałki. Rocznie produkuje się tu (ręcznie!) kilka ton krówki, która – zapakowana np. w indywidualnie wybrany papierek z okazjonalnym podpisem i kolorową etykietą – trafia do do domów amatorów łakoci w Kołobrzegu i w całym kraju. Trudno o słodszy upominek!

 

Plaże w Kołobrzegu

Gdy pod wpływem temperatury zaczynamy rozpływać się niemal jak kołobrzeska krówka w ustach, to niezawodny znak, że czas powrócić na plażę, tym bardziej, że pogoda dziś skłania do jak najszybszej zmiany pozycji na horyzontalną i beztroskiego wylegiwania się przy akompaniamencie szumu fal. Plaże w największym nadbałtyckim kurorcie po latach remontów i rewitalizacji stały się dumą polskiego wybrzeża. Szerokie, piaszczyste i czyste (regularnie wyróżniane Błękitną Flagą), a do tego w otoczeniu całego mnóstwa wakacyjnych rozrywek, które z roku na rok przyciągają coraz większą liczbę plażowiczów. Latem na kołobrzeskiej plaży wyznaczane są 3 kąpieliska: Plaża Centralna o długości prawie 400 m i szerokości do 90 m oraz Plaża Zachodnia i Plaża Wschodnia. Najbardziej malowniczy odcinek, z wysokim, szerokim wałem wydmowym, znajduje się po zachodniej stronie ujścia Parsęty, w kierunku Grzybowa. Na wschód od molo, wzdłuż Parku Zdrojowego aż do amfiteatru, biegnie zaś Promenada Wydmowa – jedna z najdłuższych (2 km) i najpiękniejszych alei spacerowych nad Bałtykiem.

 

Na pokładzie morskiej terenówki

Choć kołobrzeska plaża zachęca do spędzania na niej jak najwięcej czasu, weekend w Kołobrzegu to nie tylko plażowanie. My zwijamy ręczniki i ruszamy zakosztować wodnych uciech. Przy plaży na amatorów wodnej rekreacji czekają nie tylko morskie kąpiele, ale i m.in. deski do modnego skimboardingu i łódź pneumatyczna RIB (Rigid Inflatable Boat).  

Unieruchomiony, rozkosznie kołyszący się na spokojnych falach RIB wygląda spokojnie – ale nie dajcie zwieść się pozorom! Ta wyjątkowa, przypominająca wyglądem dmuchany ponton jednostka pływająca to w istocie… morska terenówka z napędem 4×4 dla prawdziwych wilków morskich i łowców adrenaliny. W przeszłości wykorzystywana tylko przez policję, wojsko i służby ratunkowe, dziś dostępna jest dla każdego turysty w Kołobrzegu gotowego zapłacić 60 zł za 15-minutową przejażdżkę. Aby się do niej dostać, wystarczy wejść na molo i podążać za salwami okrzyków podekscytowanych pasażerów. Emocje gwarantowane (i jeśli wierzyć kapitanowi łodzi – bezpieczeństwo także). Jeszcze po zejściu na ląd serce bije nam z prędkością, jaką osiągnęliśmy, prując przez morskie fale.

 

Lunch: Rewiński 

Przeprowadziliśmy ankietę wśród mieszkańców, przeanalizowaliśmy statystyki i wyciągnęliśmy wnioski: jeśli świeża rybka w Kołobrzegu, to najpewniej w smażalni ryb Rewiński przy Bulwarze Jana Szymańskiego 6. W zależności od dnia i połowu na talerzu lądują świeży turbot, sandacz lub pstrąg (w menu są jeszcze łosoś, halibut, flądra, śledź i kergulena) – o tym, co najświeższego w ofercie, zawsze warto podpytać przy składaniu zamówienia. Restuaracja nie kryje, że serwowany przez nią dorsz smażony, z uwagi na zakazy połowów, jest mrożony, natomiast cały proces obróbki termicznej pozwala na zachowanie walorów odżywczych i smakowych – ryba mrożona jest szokowo zaraz po złowieniu, jeszcze na kutrze. Wyznamy wam coś – to najsmaczniejszy dorsz, jakiego przyszło nam kosztować nad Bałtykiem. I nie zmieniliśmy zdania, nawet gdy dowiedzieliśmy się, że w istocie pochodzi z… Morza Barentsa. Co ciekawe, jeszcze do niedawna kołobrzeski port słynął z największego połowu dorsza nad Bałtykiem. Dziś niestety Bałtyk jest już przełowiony, a wprowadzone zakazy mają na celu przywrócić balans ekosystemu.

 

Rowery i wyprawa do Ekoparku Wschodniego

Pogodne popołudnie w Kołobrzegu rozpościera przed aktywnymi turystami całe multum możliwych form wypoczynku: można wybrać się na spływ kajakowy nurtem Parsęty, odwiedzić park linowy albo eksplorować okoliczne bezdroża na quadach. Można też skorzystać z doskonale przygotowanej sieci tras rowerowych, z których część wchodzi w skład międzynarodowej „pętli bałtyckiej” R-10, i wybrać się na przejażdżkę na zielone tereny Ekoparku Wschodniego. 

Ten obszar użytku ekologicznego to miejsce występowania licznych gatunków roślin tworzących zróżnicowane rozmiarem, nasyceniem zielni czy charakterem zbiorowiska – od buczyny przez łęgi po grąd. Wśród pędów i liści m.in. rzeżuchy leśnej, solanki kolczystej czy bluszczu i paprotki, wokół tutejszych strumieni i innych zbiorników wodnych, dopatrzeć się można przedstawicieli niemal 100 gatunków ptaków (m.in. rybitwy rzecznej, perkoza, biegusa, łabędzia niemego czy gęgawy). 

Trasa ku temu ornitologicznemu rajowi wiedzie przyjemną, równoległą do promenady ścieżką (także przez zabytkowy Park Żeromskiego) – kilka kilometrów na wschód od kołobrzeskiego molo. Tuż przed wjazdem na teren parku mija się ogromne obiekty składające się na bazę sanatoryjną miasta, małe molo i plażę kamienistą. Labirynt drewnianych kładek i wąskich ścieżek na terenie parku to zaproszenie do wielu godzin spokojnych spacerów czy rowerowych przejażdżek. My dojeżdżamy do dwóch zlokalizowanych blisko brzegu punktów widokowych (punkt widokowy na Ekopark Wschodni i Podczele) i zaraz zawracamy, by w drodze powrotnej przyjrzeć się z bliska jednej z największych kołobrzeskich atrakcji. Domyślacie się czemu? 

 

Amfiteatr w Kołobrzegu

Obiekt-legenda położony w centrum parku Aleksandra Fredry, 100 metrów od linii brzegowej morza. Zaprojektowany i wybudowany w XIX jako… Fort Wilczy dopiero wiele lat po likwidacji Twierdzy Kołobrzeg, po I wojnie światowej, w 1925 r. przemianowany został na amfiteatr. Wielokrotnie przebudowywany i modernizowany, rozsławiony na cały kraj za sprawą Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, w trakcie którego na widowni liczącej 4,5 tysiąca miejsc wchodziło…. nawet 6 tysięcy widzów. 

Czerwono-Czarni, Czesław Niemen, Maryla Rodowicz – to tylko niektórzy z ogromnej galerii gwiazd polskiej estrady, która jaśniała pod charakterystyczną kopułą kołobrzeskiego amfiteatru. Stąd transmisje na żywo Telewizji Polskiej szły na cały kraj. Tu powstawały filmy i teledyski, które oglądały całe pokolenia polaków. Do dziś to scena koncertów i występów kabaretowych artystów z Polski i zza granicy, a także licznych festiwali, w tym m. in. festiwalu polskiej piosenki „Gama”, „Piosenki Żołnierskiej”. Jeszcze do 2018 r. odbywał się tu „Sunrise Festival”. To taki Open’er muzyki elektronicznej – jeden z największych w naszej części Europy festiwali dla fanów techno, electro, trance’u czy house’u. Choć 2 lata temu festiwal, organizowany zawsze w ostatni weekend lipca, zmienił scenę z amfiteatru na lotnisko Kołobrzeg-Bagicz w dzielnicy Podczele, obecność na nim wciąż pozostaje obowiązkowa – do samego wschodu słońca.

 

Wyjazd z Kołobrzegu

Wyjeżdżamy całkowicie zauroczeni tym pięknym miastem nad Bałtykiem i Parsętą. Zachwyceni piękną, szeroką plażą, upojeni klimatem, zachodami słońca na molo oraz falochronie i oczarowani Nową Starówką, zielenią, gościnnością mieszkańców… Można by jeszcze długo wymieniać. Potwierdzamy – weekend wystarczy, by zakochać się w Kołobrzegu. Może przez te 3 dni nie zajrzeliśmy pod każdy kamień, nie odwiedziliśmy wszystkich wartych zobaczenia miejsc i atrakcji, ale wykorzystaliśmy ten czas na 100% i… chcemy tu jeszcze kiedyś wrócić.

Kołobrzeg: jak dojechać?

 

 

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Car.png

Z Warszawy najlepiej skierować się w stronę Łodzi, na autostradę A2, na wysokości Łodzi mamy 2 warianty do wyboru – możemy kontynuować jazdę A2-ą (zjechać z niej na wysokości Jordanowa i kontynuować S3-ką i S6-ką) lub wjechać na autostradę A1, dojechać nią do Warlubia i później pokonać jeszcze drogami wojewódzkimi oraz krajowymi ok. 240 km. Czas dojazdu to ok 6,5 godz.

Z Krakowa dojedziemy w ok. 7,5 godz. – autostradą A4, a następnie S3-ką i S6-ką (trasa prowadzi przez Katowice, okolice Wrocławia, Zielonej Góry, Gorzów Wielkopolski i Szczecin). Z Trójmiasta dojedziemy do Kołobrzegu w ok. 3,5 godz.

 

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Train.png

Do Kołobrzegu można dojechać bezpośrednim pociągiem m.in. z Warszawy, Wrocławia, Katowic (z wszystkich 3 miast w ok. 6 godz.), Krakowa (w ok. 8 godz.), Poznania (nawet w mniej niż 4 godz.) i Szczecina (w nieco ponad 2 godz.). Dworzec kolejowy w Kołobrzegu jest dogodnie położony między ścisłym centrum miasta a Dzielnicą Uzdrowiskową.

Kołobrzeg: jak wygodnie zwiedzać?

 

 

Jak poruszać się po Kołobrzegu?

Po Kołobrzegu najlepiej poruszać się pieszo. Miasto jest na tyle małe powierzchniowo, że do większości atrakcji dotrzemy na własnych nogach. Polecamy również rower – zwłaszcza, jeśli chcemy odwiedzić oddalony nieco od centrum Ekopark Wschodni. Na terenie miasta działają bezobsługowe wypożyczalnie rowerów miejskich w ramach projektu „Kołobrzeski Rower Miejski” (wypożyczającym udostępniono w tym sezonie 12 stacji). Jeśli korzystamy w swoim mieście z systemu rowerów miejskich Nextbike, możemy wypożyczyć rower w Kołobrzegu bez zakładania dodatkowego konta. Pierwsze 20 minut każdego wypożyczenia jest bezpłatne.

Dodatkowo po mieście i w jego okolicy jeżdżą autobusy komunikacji miejskiej, np. 1-ką i 6-ką dojedziemy do Zieleniewa, gdzie działa Park Rozrywki Dziki Zachód.

 

Jak taniej zwiedzać Kołobrzeg?

Jeśli chcemy eksplorować Kołobrzeg bardzo intensywnie, możemy się pokusić o kupno Karty Rabatowej Turysty Must-Visit.pl. Dzięki niej będziemy mogli korzystać ze zniżek w ponad 60 atrakcjach i restauracjach w samym Kołobrzegu oraz okolicy, m.in. w TRio Molo Cafe, Restauracji Colberg, Muzeum Minerałów, Mieście Myszy, Muzeum 6D – Maszoperii. Polecimy też taniej balonem, otrzymamy zniżkę na szkolenia i wypożyczenie sprzętu w Surf Academy czy rejsy wędkarskie. 

Jedna karta rabatowa kosztuje 12 zł (na 2 dni), 25 zł (na 7 dni) oraz 35 zł (na 14 dni). Można ją kupić wyłącznie online.

W tym miejscu jeszcze chcemy przypomnieć, że od czerwca 2021 r. wstęp na molo w godz. 10-22 jest płatny – za darmo mogą jednak wejść turyści, którzy okażą dowód uiszczenia opłaty uzdrowiskowej w hotelu, polecamy więc poprosić o niego już przy zameldowaniu.

I jeszcze jedna przypominajka – w sezonie 2021 jeśli kupimy wejściówkę do 2 oddziałów Muzeum Oręża Polskiego, za wejście do trzeciego nie musimy dopłacać ani złotówki (nie dotyczy to Muzeum Zimnej Wojny w Podborsku.

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.