Ponad 11 tys. km – tyle wynosi łączna długość wszystkich szlaków turystycznych w polskich górach. Jak wśród nich wybrać ten najciekawszy? Oto nasze propozycje, które oczarują nie tylko miłośników gór. No to w drogę – po 12 najpopularniejszych szlakach górskich w Polsce!

TOP 12 szlaków w polskich górach

Hotele blisko szlaków

Willa Sienkiewiczówka

Zakopane, Tatry

od 164 zł / pokój

Elements Hotel & SPA

Świeradów-Zdrój, woj. dolnośląskie

od 526 zł / pokój

Hotel Skalite Spa & Wellness

Szczyrk, Beskid Śląski

od 339 zł / pokój

Beskid Śląski – ze Szczyrku na Skrzyczne

Skrzyczne jest trochę jak Kasprowy Wierch – też góruje nad popularnym kurortem, też jest rajem dla narciarzy, też można się tam dostać kolejką linową, też jest jednym z najpiękniejszych górskich szczytów, a widoki ze szczytu też zapierają dech w piersiach. Tyle że zamiast Tatr (które majaczą czasem na horyzoncie przy dobrej pogodzie) można podziwiać cały Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Jezioro Żywieckie oraz wiele innych malowniczych zakątków i ciekawych atrakcji turystycznych.

Kto nie chce iść na łatwiznę i wjeżdżać na wierzchołek krzesełkiem, ma do dyspozycji dwa szlaki piesze prowadzące z centrum Szczyrku – przez Halę Jaworzyna lub przez przełęcz Becyrek. Na obydwu nie brakuje stromych podejść, ale wrażenia u celu wynagrodzą wszelkie trudy. Tym bardziej, że mieści się tam również schronisko z bogato zaopatrzonym barem.

Poziom trudności: **
Znaki: niebieskie lub zielone
Jak długo: ok. 2,5-3 godziny
Dlaczego warto: bo można popatrzeć nie tylko na okoliczne góry, ale też na jeziora i na paralotniarzy szybujących w dolinach

Beskid Żywiecki – z Przełęczy Krowiarki na Babią Górę

Podobno powstała z kupy kamieni, którą pewna olbrzymka wysypała ongiś przed chałupą. Dlatego do dziś nazywa się Babią Górą. Ale są też tacy, co mówią na nią Diablak albo Kapryśnica. Bo nigdzie indziej w Polsce pogoda nie zmienia się równie szybko. A i diabelskich pułapek na nieostrożnych wędrowców nie brakuje. Zdobywając zaliczany do Korony Gór Polski najwyższy szczyt polskich Beskidów, trzeba więc mieć się na baczności – i nie zapomnieć o ubraniu przeciwdeszczowym. Kiedy już jednak pokonamy trasę z Przełęczy Krowiarki do schroniska na Markowych Szczawinach i następnie przez tzw. „Perć Akademików” na wierzchołek (klamry i łańcuchy w pakiecie), oczom naszym ukaże się zachwycająca panorama ponad 400 różnych szczytów. Kto nie wierzy, niech sam policzy.

Perć Akademików i najbardziej wymagające wejście na Babią Górę – dla miłośników wspomagania się łańcuchami i skakania po skałach niczym kozica 😉

– rekomenduje Jacek, Commercial Manager Travelist

Poziom trudności: ****
Znaki: niebieskie z Przełęczy Krowiarki do schroniska na Markowych Szczawinach (na przełęcz dojeżdżamy autem z Zawoi), następnie żółte na szczyt
Jak długo: ok. 4,5 godziny (plus podziwianie widoków i zejście)
Dlaczego warto: bo można tu poczuć prawdziwie wysokogórski klimat, nie będąc w Tatrach

Góry Stołowe – z Karłowa na Szczeliniec Wielki

Małpa, wielbłąd, kura, słoń, a nawet mamut – to tylko część zwierzaków, jakie zobaczymy na szczycie Szczelińca Wielkiego. Niestety wskutek działań jakichś tajemniczych sił wszystkie zostały zamienione w kamień… Ale i tak robią wrażenie. Podobnie jak dziesiątki innych fantazyjnych form skalnych, które otaczają nas tu ze wszystkich stron. 

W niezwykłym labiryncie o wymiarach 600 x 300 m można się zgubić na długie godziny. A kiedy już uda nam się wydostać z plątaniny wąskich przejść, kamiennych załomów i zaskakujących konstrukcji, czekają nas wspaniałe widoki na resztę Gór Stołowych i inne pasma Sudetów. Na szczyt prowadzi kilka ciekawych szlaków. Aby dostać się na szczyt Gór Stołowych, wyruszamy z Karłowa szlakiem żółtym i po krótkim marszu dochodzimy do wykutych w skale schodów. Podobno jest ich dokładnie 665, lecz najlepiej policzyć samemu. Na całe szczęście na górze czeka schronisko.

Poziom trudności: *
Znaki: żółte
Jak długo: ok. 3,5 godziny w obie strony (jeśli nie zgubimy się w skalnym labiryncie)
Dlaczego warto: bo już Goethe zachwycał się tym miejscem, o czym dziś przypomina skromna tabliczka

Góry Świętokrzyskie – z Nowej Słupi przez Święty Krzyż, Łysicę i Łysą Górę do Świętej Katarzyny

Choć nie są może najwyższe, pod względem liczby legend, podań i tajemniczych zakątków Góry Świętokrzyskie przebijają Tatry, Pieniny i Beskidy razem wzięte. 

Świętokrzyski klasyk, ale piękny ze Świętej Katarzyny na Łysicę i przez Łysą Górę do klasztoru na Świętym Krzyżu – warty uwagi przede wszystkim ze względu na gołoborza

– poleca Jacek, Commercial Manager Travelist 

Najlepiej przypominać je sobie po kolei, przemierzając główny tutejszy szlak trasa prowadzi z Nowej Słupi przez Święty Krzyż na Łysicę i dalej do Świętej Katarzyny. Miniemy po drodze kamienny posąg pielgrzyma, który co roku posuwa się do przodu o jedno ziarnko piasku, prastare miejsce kultu Słowian, którzy oddawali tu cześć bożkom zwanym Lelum i Polelum, imponujący klasztor na Świętym Krzyżu, a także skalne rumowiska, na których ponoć spotykały się okoliczne wiedźmy. Na szczycie Łysicy możemy poszukać pozostałości zaczarowanego zamku – a przy okazji wypatrzeć rzadkie okazy krogulca albo orlika krzykliwego. U podnóża góry powita nas natomiast źródełko św. Franciszka. Nie tylko ugasimy tam pragnienie po długiej wędrówce, ale też – jeśli wierzyć okolicznym mieszkańcom – wyleczymy wszelkie choroby oczu.

Poziom trudności: *
Znaki: najpierw niebieskie, później czerwone
Jak długo: ok. 6-7 godzin
Dlaczego warto: bo w żadnych innych górach nie natkniemy się na tyle lokalnych legend i tajemniczych miejsc

Małe Pieniny – ze Szczawnicy na Palenicę i przez Wąwóz Homole do Jaworek

Choć oficjalnie nazywa się je Małymi Pieninami, w rzeczywistości w niczym nie ustępują tym właściwym. Nie dość, że są wyższe – to właśnie tutaj znajduje się górująca nad całymi Pieninami Wysoka (1050 m n.p.m., najwyższy szczyt tego pasma), to jeszcze wędrówka przez kolejne szczyty ciągnące się od zakola Dunajca po Wąwóz Homole i Jaworki będzie prawdziwą widokową orgią

Wejście ze Szczawnicy na Wysoką przez Wąwóz Homole, a potem powrót przez schronisko PTTK Orlica serwujące najlepsze pierogi z oscypkiem i żurawiną w całych polskich górach

– poleca Agata, Director of Sales Poland Travelist 

Można stąd bez końca podziwiać Tatry, Beskid Sądecki, Beskid Wyspowy i liczne góry na Słowacji. Najlepsze jednak czeka nas na samym końcu, gdy będziemy schodzić przez Homole. Lepiej się nie spieszyć – rwące potoki płynące w cieniu niemal pionowych skalnych ścian, unikalna przyroda oraz zachwycające widoki to zestaw, który wstyd przegapić. A jeśli ktoś będzie miał szczęście, może podobno znaleźć w wąwozie zakopane tu przed wiekami skarby.

Poziom trudności: **
Znaki: żółte ze Szczawnicy na Palenicę, następnie niebieskie grzbietem Małych Pienin, a na koniec zielone przez Wąwóz Homole do Jaworek
Jak długo: cała trasa ze Szczawnicy do Jaworek ok. 4,5 godziny
Dlaczego warto: bo sam spacer do Wąwozu Homole to za mało, no i nie widać stamtąd Tatr

Pieniny – ze Szczawnicy przez Sokolicę i Trzy Korony do Sromowiec

Nikt tak naprawdę nie wie, gdzie grasował najsłynniejszy górski zbójnik. Jeśli jednak wierzyć opowieściom flisaków pływających przełomem Dunajca, zdarzyło mu się kiedyś przeskoczyć tę malowniczą rzekę jednym susem. Górale mają w zanadrzu również wiele innych historii, o czym przekonamy się podczas relaksującej przeprawy flisackiej tratwą przez Dunajec ze Szczawnicy, od której zaczniemy naszą pienińską przygodę. Później będzie jeszcze tylko bardziej ekscytująco – czeka nas bowiem pasjonująca wyprawa przez najpiękniejsze pienińskie szczyty. Najpierw Sokolica (747 m n.p.m.).

Podejście ze Szczawnicy na Sokolicę – megawspinaczka, mimo że Pieniny to takie „niskie góry” – na tym szlaku szybko zmienia się opinię 😉 A widoki z Sokolicy w dół na dolinę Dunajca i z Tatrami w tle zapierają dech w piersiach

– poleca Jacek, Commercial Manager Travelist

A przy okazji można przywitać się z jednym z najsłynniejszych drzew w Polsce – reliktową sosną karłowatą. Niestety symbol Pienin doznał w ciągu ostatnich kilku sezonów poważnego uszczerbku i nie wygląda już tak jak dawniej. Warto jednak przystanąć choć na chwilę w jego pobliżu i „rzucić okiem” na okolicę z punktu widokowego – bo co jak co, ale widoki niezmiennie zachwycają. Wijący się w dole Dunajec z pionowej, 300-metrowej skały to jedna z najpiękniejszych pienińskich panoram.

Potem mijamy Czertezik (772 m n.p.m.) i Górę Zamkową (799 m n.p.m.), by wdrapać się na Trzy Korony (982 m n.p.m.). Z umieszczonej na szczycie platformy widokowej naprawdę trudno jest zejść. Ale kiedyś trzeba – a gdy już się zbierzemy, dotarcie na dół ze szczytu zajmie nam ok. 15 minut. Następnie przybywamy do Przełęczy Szopka (zwanej też – zapewne od westchnień ulgi po wyczerpującej wspinaczce – „Chwała Bogu”; wysokość: 779 m n.p.m.) oraz polany Szopka, skąd możemy podziwiać piękne widoki na Tatry. Z Szopki docieramy przez urokliwy Wąwóz Szopczański do Schroniska PTTK „Trzy Korony” w Sromowcach Niżnych. Jeśli Janosik rzeczywiście mieszkał gdzieś w okolicy, wybrał naprawdę efektowne miejsce.

Poziom trudności: **
Znaki: czerwone wzdłuż Dunajca, następnie niebieskie, a na koniec żółte (z Przełęczy Szopka do Sromowców Niżnych)
Jak długo: ok. 5 godzin
Dlaczego warto: bo to Pieniny w pigułce – skały, lasy, woda, widoki oraz flisackie legendy

Bieszczady – z Ustrzyk Górnych przez Połoninę Caryńską i Wetlińską do Wetliny

Być w Bieszczadach i nie wejść na połoniny, to jak… być w Bieszczadach i nie wejść na połoniny. Decyzja niewybaczalna i kropka. Połoniny to wizytówka najdzikszych z polskich gór, a nawet kilka wizytówek. Najpopularniejsza to przeszło 4-kilometrowa Połonina Caryńska, zlokalizowana między dolinami Prowczy i Wołosatego (żółty szlak zwany „Końską drogą” to jedna z najbardziej zatłoczonych bieszczadzkich tras w słoneczne dni). Kolejna to rozciągająca się na długości aż 8 km Połonina Wetlińska, która jeszcze do 1945 roku służyła jako… pastwisko. 

Czy można „zaliczyć” 2 połoniny jednego dnia? Można i trzeba, jeśli tylko czas… i kondycja pozwolą. W końcu to niemal 1,3 tys. km przewyższenia i ostre podejście w Brzegach Górnych, które pokonuje się zaraz po zejściu w dół. Ale od początku, zaczynając …niejako od końca. Dobrze zaparkować samochód na parkingu w Wetlinie, która stanowi kres wędrówki, i prywatnym busikiem spod sklepu ABC podjechać do Ustrzyk Górnych. Szlak na grzbiet Połoniny Caryńskiej tą trasą wiedzie od Schroniska Kremenaros i choć początkowo nie jest imponujący, po ok. 1,5 wędrówki piękne górskie panoramy i widoki na Tarnicę i grzbiet Rawek (a czasami także na ukraińską Połoninę Równą i Pikuja) zapierają już dech w piersiach. 

Za niesamowite widoki i morze traw, niczym mickiewiczowskie wpłynięcie „na suchego przestwór oceanu” 

– poleca Jacek, Commercial Manager Travelist 

Z najwyższego punktu Caryńskiej dobrze widać już Połoninę Wetlińską, ale by dostać się na jej majestatyczny grzbiet, trzeba zejść do Brzegów Górnych i stamtąd znów rozpocząć atak szczytowy. Jeszcze niedawno na trasie przez połoniny punkt obowiązkowy każdego prawdziwego piechura stanowiła… Chatka Puchatka. Wbrew humorystycznej nazwie nie mieszkał tu pocieszny miś z bajek A.A. Milne’a, ale Lutek Pińczuk. Teraz nie ma już ani starej chatki, ani jej legendarnego gospodarza. Jest za to Chatka Puchatka po gruntownej, dwuletniej modernizacji. Najwyżej położone bieszczadzkie schronisko znów zaprasza w swoje progi głodnych i strudzonych wędrowców. Warto zajrzeć!

 

Poziom trudności: **
Znaki: czerwony i żółty 
Jak długo: czas przejścia ok. 8,5 godziny
Dlaczego warto: dla widoków, zwłaszcza jesienią, gdy połoniny mienią się feerią barw 

Karkonosze – z Karpacza przez Samotnię i Strzechę Akademicką na Śnieżkę

Turyści zdobywali ją już w XVI wieku, schronisko na szczycie mogłoby z powodzeniem zagrać w filmie science-fiction klasy B, a przy dobrej pogodzie baśniowa panorama rozciąga się ponoć aż na 200 km. Śnieżka (1602 m n.p.m.) to nie tylko najwyższy szczyt Sudetów, ale też miejsce jakby żywcem wyjęte z innego świata. Można tu oczywiście wjechać kolejką „Zbyszek” (po zejściu z kanapy u podnóża Śnieżki na szczyt idzie się jeszcze niecałą godzinę) lub nowoczesnym wyciągiem Winterpol w Białym Jarze z górną stacją niemal na samym szczycie albo wyciągiem zlokalizowanym  w miejscowości Pec pod Sněžkou u naszych południowych sąsiadów…. Tylko po co? 

Trasa turystyczna prowadząca z Karpacza na sam szczyt jest bowiem jednym z najpiękniejszych w całych polskich górach. Jeszcze nie zdążymy na dobre zacząć maszerować, a już trafiamy do niezwykłego kościółka Wang, w całości przeniesionego z Norwegii. Potem mijamy jeszcze urokliwy Mały Staw (który zyskał opinię bezsprzecznie najbardziej malowniczego jeziorka w Karkonoszach), kultowe schroniska Samotnia i Strzecha Akademicka, a na Przełęczy pod Śnieżką możemy nie tylko zajrzeć za grań do sąsiadów, ale też napić się czeskiego piwa.

Bez względu na to, jaki szlak się wybierze  – żółty (Świątynia Wang – Polana – Pielgrzymy – Słonecznik – Dom Śląski – szczyt), niebieski (Świątynia Wang – Samotnia – Dom Śląski – szczyt) czy np. zielony (Hotel Majestic – Kocioł Wielkiego Stawu – Śnieżka) – czekają na nas atrakcje, które dosłownie zapierają dech w piersiach. I u kresu każdego czeka… Obserwatorium Meteorologiczne na Śnieżce, jeden z najbardziej charakterystycznych budynków w całym kraju i jedna z największych atrakcji w Karkonoszach. Tuż obok niego znajduje się XVII-wieczna kaplica pod wezwaniem Św. Wawrzyńca – patrona przewodników górskich oraz, w konstrukcji przewodzącej na myśl kontener, restauracja. 

Poziom trudności: ***
Znaki: żółte, niebieskie lub zielone 
Jak długo: z centrum Karpacza na szczyt ok. 4,5 godziny
Dlaczego warto: bo to jeden ze szczytów, który po prostu trzeba zdobyć. O widokach już nie wspominamy

Tatry Zachodnie – grzbietem Czerwonych Wierchów

Popularna trasa wiodąca przez Czerwone Wierchy to jakby Orla Perć dla początkujących – również maszeruje się granią, na prawo i lewo rozciągają się równie zachwycające panoramy, a jednocześnie nie trzeba walczyć z lękiem wysokości i testować wytrzymałości przymocowanych do litej skały łańcuchów. No i można rozpocząć wyprawę od relaksującego wjazdu kolejką linową na Kasprowy Wierch. Kiedy już wyskoczymy z wagonika i pstrykniemy kilka landszaftów – ruszamy na zachód.

Po jakimś czasie docieramy do Kopy Kondrackiej i to właśnie tutaj zaczyna się najpiękniejsza część trasy. Dostojne szczyty Kopy, Małołączniaka, Krzesanicy i Ciemniaka porośnięte są ogromnymi połaciami rośliny zwanej sit skucina, która wraz z nadejściem jesieni nabiera intensywnie czerwonego koloru – aż się chce wyciągnąć sztalugi i zostać tu na dłużej. Jeśli jednak musimy wracać, możemy zejść z Ciemniaka wprost do Doliny Kościeliskiej. Najbardziej ambitni mogą zaś z Kopy Kondrackiej udać się prosto na Giewont.

Za co polecam? Przede wszystkim za wyjątkowe, niczym nie ograniczone widoki na Tatry Wysokie i Tatry Zachodnie 🙂 W okresie jesiennym za czerwone, bordowe  i brązowe kolory. A jeśli ktoś będzie mieć szczęście, to ma szansę spotkać stado kozic – nawet w sezonie

– poleca Andrzej, Senior Account Manager Travelist

Poziom trudności: ***
Znaki: czerwone
Jak długo: ok. 7-8 godzin (plus kolejka na Kasprowy)
Dlaczego warto: bo takich kolorów nie zobaczymy nigdzie indziej w polskich górach

Wariant 2. trudniejszy

Trasa: Dolina Małej Łąki – Przysłop Miętusi – niebieski szlak na Małołączniak przez Kobylarzowy Żleb (pomiędzy skalnymi ścianami z krótkim odcinkiem ubezpieczonym łańcuchami) – Krzesanica – Ciemniak – zejście przez Przysłop Miętusi albo z powrotem do Małej Łąki lub przez Dolinę Kościeliską

Trudniejsza opcja jest z łańcuchami, więc jeśli ktoś chce zacząć swoją przygodę ze sztucznymi ułatwieniami, to jest to idealne miejsce. Trasa w dużej mierze wiedzie przez piękny las, dochodzi się do długiego żlebu ze sporym podejściem, które prowadzi na Małołączniak

– rekomenduje Andrzej, Senior Account Manager Travelist

Tatry Wysokie – z Kuźnic do Morskiego Oka przez Doliną Gąsienicową, Zawrat i Dolinę Pięciu Stawów

Choć woda jest lodowata, a pływanie może się skończyć mandatem, tatrzańskie jeziora cieszą się większą popularnością niż całe Mazury razem wzięte. Ale trudno się dziwić – kto choć raz ujrzał Morskie Oko w całej okazałości, długo tego widoku nie zapomni. A gdyby tak w ciągu jednego dnia zobaczyć najpiękniejsze oczka wodne w polskich Tatrach, a przy okazji zahaczyć o najwyższy wodospad? Nic prostszego – wystarczy przejść do Morskiego Oka przez Doliną Gąsienicową (i Czarny Staw Gąsienicowy) oraz Dolinę Pięciu Stawów. Jeśli dodamy, że to jedna z najbardziej malowniczych tras w całych Tatrach, a roztaczających się z niej widoków na górskie jeziora mogliby nam pozazdrościć nawet mieszkańcy krajów alpejskich, wycieczka staje się jeszcze bardziej pociągająca.

Moją ulubioną trasą jest szlak niebieski prowadzący z Kuźnic do Morskiego Oka. Prowadzi przez Czarny Staw Gąsienicowy, Dolinę Pięciu Stawów i kończy na Morskim Oku. Idąc szlakiem niebieskim wysokość podziwiamy na punkcie Orlej Perci – Zawracie. W ostatnim roku Dolinę 5 Stawów udało mi się odwiedzić razy, zawsze inna pogoda, inna perspektywa i to samo wrażenie, że podziwiam je po raz pierwszy. Jeziora są spokojne, bez względu na to, że człowiek ledwie stoi wyprostowany popychany silnym wiatrem. Połączenie delikatnych fal i surowych skał, które sprawiają tyle wysiłku daje efekt majestatyzmu, czegoś stałego, nie do ruszenia

-poleca Ola, Commercial Specialist Travelist

Poziom trudności: ***
Znaki: niebieskie
Jak długo: ok. 9-10 godzin
Dlaczego warto: bo panorama górskich jezior z wysokości szlaku powinna się znaleźć w każdej kolekcji fotograficznej

Tatry Wysokie – Orla Perć

Poszarpane skały, kilkusetmetrowe przepaście, łańcuchy, klamry, a nawet pionowa ściana o wysokości 4 pięter, na którą można się dostać tylko wąską drabinką. Najsłynniejszy i najbardziej niebezpieczny tatrzański (czerwony) szlak to nie miejsce na popołudniową przechadzkę. Jeśli jednak jesteśmy świadomi wyzwań – a także odpowiednio przygotowani oraz zaopatrzeni w dobre buty i coś na wypadek zmian pogody – możemy tu wszystkimi zmysłami poczuć prawdziwą wysokogórską magię. A od wspaniałych widoków niejednemu zakręci się w głowie. 

Orla Perć prowadzi 5-kilometrową granią Tatr Wysokich, biegnącą na wysokości ok. 2100 m n.p.m. od przełęczy Zawrat. Po drodze mamy do pokonania m.in. Kozią Przełęcz, Kozi Wierch, Granaty oraz Buczynowe Turnie. Tutaj nie ma żartów – taternicki chrzest mamy jak w banku.

Mój inny ulubiony cel to Orla Perć. Oczywiście dla rozsądnych z odpowiednim sprzętem i przygotowaniem fizycznym, natomiast w niektórych częściach trasy największym wyzwaniem jest i tak tylko nasza głowa – „robić ten krok nad przepaścią, trzymając się łańcucha czy panikujemy?”. O Orlej mówi się dużo, jednak z mojej perspektywy uważam, że nie trzeba być sportowcem 7 dni w tygodniu, by trasę pokonać. To jest wyzwanie dla naszej głowy, nie ciała. Przypomina mi to rozwiązywanie sudoku/krzyżówki, tylko takiej, która zajęłaby nam 10 godzin. Trzeba przewidywać, który kamień wymsknie się spod naszego ciężaru, gdzie możemy złapać się ręką, by skała się nie wykruszyła pod naciskiem i nas utrzymała, zmienić chwyt tak, by nie odpaść. Na każdym kroku musimy być czujni i przewidywać następstwa. Rozglądanie się i cykanie foteczek dozwolone tylko jak stabilnie stoimy i nie wieje zbyt mocno. Po pokonaniu takiej trasy czujemy się po prostu dumni

-poleca Ola, Commercial Specialist Travelist

Z przełęczy Krzyżne możemy zejść szlakiem prowadzącym na Halę Gąsienicową, do Schroniska PTTK „Murowaniec” (wariant dłuższy, ale mniej urozmaicony) albo wyruszyć do Doliny Pięciu Stawów (wariant krótszy, ale z odcinkami wzdłuż dość stromego zbocza) – i to właśnie drugą opcję rekomenduje Ola:

By zejść ze szczytu Krzyżne, polecam kierunek na Dolinę Pięciu Stawów bez względu na wszystko. Ostatnim razem wracałam na Murowaniec i po intensywnych emocjach towarzyszących na Orlej powrót mnie wybitnie wynudził. Jest to długie zejście, większość drogi bez zmiany wysokości, nie jest tak widokowa

– Ola, Commercial Specialist Travelist

Poziom trudności: *****
Znaki: czerwone i żółte
Jak długo: 6-8 godzin (plus dojście i zejście)
Dlaczego warto: bo kolejny etap to już profesjonalna wspinaczka

Tatry dla dzieci – z Zazadniej na Rusinową Polanę i Gęsią Szyję

Nie trzeba być wprawnym górołazem, by móc dostrzec piękno majestatycznych Tatr w pełnej krasie z perspektywy górskiego szlaku. Wystarczy wyruszyć z Zazadniej i obrać kierunek na Rusinową Polanę oraz Gęsią Szyję. To jedna z najczęściej wydeptywanych tras przez adeptów rozpoczynających przygodę z górskimi wycieczkami oraz rodziny z dziećmi. Droga jest krótka (długość trasy do Rusinowej Polany wynosi 3,5 km), bezpieczna i przyjemna, a jej ukoronowaniem jest jedna z najpiękniejszych panoram polskich i słowackich Tatr. Po drodze mijamy Sanktuarium Maryjne na Wiktorówkach – urokliwy drewniany kościółek z figurką Matki Boskiej Królowej Tatr oraz pamiątkowymi tablicami osób zaginionych w górach. Na samej Rusinowej Polanie w sezonie prowadzony jest kulturowy wypas owiec, a w stojącej tu bacówce skosztujemy wyrobów z owczego mleka. 

A gdy już się posilimy i nacieszymy oczy wspaniałymi widokami, możemy ruszać dalej, na Gęsią Szyję – lesisty szczyt z wierzchołkiem składającym się z zespołu odsłoniętych skałek o fantazyjnych kształtach. Aby się nań dostać, „wystarczy” pokonać 1000 schodów z okładem (ktoś policzył i w sumie jest ich podobno 1235). Ale dla takich widoków – warto! Ponoć z „gęsich skał” można dostrzec co najmniej pięćdziesiąt szczytów i przełęczy.

 

Polecam dla rodzin z dziećmi i na lekki hiking. Piękne widoki na Tatry Wysokie z Gęsiej Szyi. Bardzo ładny kościółek na Rusinowej Polanie. Trasa wiodąca głównie przez las. Cisza i spokój

– rekomenduje Andrzej, Senior Account Manager Travelist

Poziom trudności: *
Znaki: niebieskie, następnie z Rusinowej Polany zielone
Jak długo: ok. 2-2,5 godziny
Dlaczego warto: to idealny szlak na rozpoczęcie tatrzańskiej przygody z dziećmi

TOP hotele blisko szlaków

Platinum Mountain Hotel & SPA

Szklarska Poręba, Sudety

od 515 zł / pokój

BELMONTE Hotel Krynica-Zdrój

Krynica-Zdrój, Małopolska

od 439 zł / pokój

od 587 zł / pokój

Comments are closed.