Egipskie piramidy na mazurskiej wsi, szkockie plenery na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, a może symbol Rio de Janeiro królujący nad Świebodzinem? Nie trzeba przekraczać granic Polski, by doświadczyć odrobiny egzotyki i poczuć się jak prawdziwy globtroter. Prezentujemy 15 miejsc w naszym kraju, w których poczujecie się jak za granicą

Jak w Rio de Janeiro – Świebodzin

Górujący nad Rio de Janeiro posąg Chrystusa Odkupiciela to nie tylko jeden z 7 nowych cudów świata, ale też jedna z najbardziej rozpoznawalnych rzeźb na naszym globie. Ciekawe, czy zapatrzeni w swój symbol Brazylijczycy zdają sobie sprawę, że poprzedniej dekady w Polsce wyrosła mu poważna konkurencja. I to aż o 6 m wyższa (z koroną). Odsłonięta w 2010 r. figura Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie liczy sobie 36 m i jest najwyższą tego typu konstrukcją na świecie – nawet jeśli Boliwijczycy utrzymują, że ich Cristo de la Concordia w mieście Cochabamba jest wyższy. Bez względu jednak na rezultaty tych wysokościowych sporów, widoczna z daleka świebodzińska statua robi ogromne wrażenie. I z pewnością stanowi egzotyczny, nieco latynoski w duchu dodatek do rodzimego pejzażu.

Jak w Szkocji – Jura Krakowsko-Częstochowska

Gdyby szukać najlepszego porównania w skali całego świata, Jura musiałaby być polską Szkocją. Rozległe, puste przestrzenie, gęste lasy, tajemnicze skalne formy, a przede wszystkim największe w kraju skupisko średniowiecznych zamków i warowni. Wszystko to tworzy iście kinematograficzną scenerię. Gdyby producenci serialu „Gra o tron” poszukiwali nowych plenerów na potrzeby kolejnego sezonu, koniecznie powinni wziąć pod uwagę tę surową, dziką krainę na pograniczu Śląska i Małopolski.

Nie da się pomylić tego miejsca z żadnym innym… w Polsce. I wie o tym każdy, kto choć raz wybrał się na wędrówkę jedną z najsłynniejszych krajowych tras turystycznych, czyli Szlakiem Orlich Gniazd. Na dystansie ponad 160 km zwiedzimy kilkanaście zamków, w tym takie spektakularne budowle, jak m.in. Ogrodzieniec, Bobolice czy Olsztyn k. Częstochowy. A co najważniejsze, z Krakowa, Katowic, Wrocławia czy Łodzi dojedziemy tu w nie więcej niż 2 godziny. Dla porównania – podróż autem do historycznej krainy Kaledonii trwałaby już ponad 22 godziny.

Jak na Malediwach – Park Gródek w Jaworznie

Patrząc na zdjęcie Gródka, trudno się nie zgodzić z głosami, że tutejsza sceneria idealnie wpasowałaby się w kolejną część „Parku Jurajskiego”. Paradoksalnie – to nie do końca siła natury stworzyła to miejsce, najpierw pojawiła się niszczycielska działalność człowieka. Park Gródek to dawna kopalnia dolomitu, która latem 1997 roku w wyniku niespłaconych zobowiązań „stanęła w miejscu”. Tylko kilkadziesiąt godzin wystarczyło, by woda zalała kamieniołom. Powstałe w ten sposób rozlewiska otoczone skałami stworzyły krajobraz niczym na wybrzeżu Dalmacji czy na Malediwach. To wyjątkowe miejsce nie tylko w skali kraju, ale i całej Europy.

Dziś wśród akwenów zagospodarowane są liczne ścieżki dla chcących zaczerpnąć z dobra okolicznej natury. W miejscu dawnego wysypiska śmieci pojawiła się wielka łąka. Na największym ze stawów – Wydrze – postawiono dwa punkty widokowe naprzeciw stromej skarpy. Nieskazitelnie czysta woda pozwoli przyjrzeć się podwodnej roślinności ozdobnej, której nie uraczymy nigdzie indziej w okolicy. Malownicze otoczenie można podziwiać także ze specjalnie stworzonych tarasów widokowych. Co ciekawe – na zbiorniku znajduje się punkt do nurkowania, w którym możemy obejrzeć zatopione przez powódź koparki. To atrakcja, która przyciąga turystów z całej Polski, ba – nawet całego świata.

Jak w Szwajcarii – Międzygórze 


Ukryte w cieniu Masywu Śnieżnika w woj. dolnośląskim Międzygórze wygląda niczym w całości przeniesione gdzieś z alpejskiego kurortu w Szwajcarii. A to za sprawą zabytkowych i świetnie zachowanych drewnianych willi w stylu szwajcarskim, które urzekają pięknymi balkonami, krużgankami i balustradami, kamiennego kościółka z charakterystyczną wieżą, a także XIX-wiecznego domu wczasowego o znamiennej nazwie Gigant. Inną (być może nie szwajcarską w stylu, ale popularną) atrakcją tej miejscowości letniskowej w malowniczym zakątku Kotliny Kłodzkiej  – którego plenery mogliśmy oglądać m.in. w pierwszym odcinku „Czterech pancernych i psa” – jest również 22-metrowy wodospad Wilczki, drugi co do wielkości w polskich Sudetach, ale zdaniem wielu osób zdecydowanie najpiękniejszy.

Jak na Saharze – Pustynia Błędowska

Chociaż 33 km² przy powierzchni 9 064 300 km² wypadają dość skromnie, to jednak pomiędzy Pustynią Błędowską a Saharą jest znacznie więcej podobieństw niż mogłoby się wydawać. Obie są największymi pustyniami swoich kontynentów i na obu największą atrakcję stanowi piasek. Piasek, który wskutek działania wiatru i innych naturalnych czynników przybiera niezwykłe formy, do złudzenia przypominające fantastyczny, pozaziemski krajobraz. Położoną w granicach Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd „polską Saharę” malowniczo przedziela dolina rzeki Biała Przemsza. Dawniej doświadczyć tu można było miraży i zjawisk fatamorgany. Dziś na części śródlądowych piasków wydmowych wojsko ćwiczy skoki spadochronowe. Przybywają tu także zainteresowani oryginalnymi formami morfologicznymi, rzadkimi gatunkami fauny i flory oraz zbiorowiskami muraw piaskowych.

Jak w Rosji  –  Podlasie

Na terenach Podlasia od wieków spotykały się i współistniały różne narodowości i kultury – Polacy, Białorusini, Litwini, Żydzi, ale też Tatarzy, Jaćwingowie, przybyli z głębi Rosji staroobrzędowcy czy wreszcie po prostu „miejscowi”, czyli ludzie związani w pierwszej kolejności z lokalną społecznością, bez względu na pochodzenie etniczne, religię czy narodowość. Wszystko to sprawia, że tereny te urzekają wielobarwną, wielokulturową magią – no i można tu doświadczyć autentycznej egzotyki i… poczuć się jak za granicami Polski, np. jak w Rosji. 

Aby tego doświadczyć, najlepiej odwiedzić cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” w pobliżu małej wioski Koterka, tuż przy granicy z Białorusią, lub udać się do Skitu Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach – jedynej prawosławnej pustelni w naszym kraju. Przez lata odosobnioną świątynię oblewaną wodami Narwi łączyła z resztą świata tylko drewniana, długa na 800 m kładka. Wczesną wiosną i późną jesienią całość zdaje się być samotną wyspą. Kres wędrówki stanowi brama, mieniąca się w słońcu złota kopuła drewnianej cerkwi, klimatyczne kapliczki i sielankowy teren pokryty dywanami kwiatów i ziół oraz przepełniony kojącymi dźwiękami natury.  

Jak w kanionie Antylopy – Błędne Skały w Górach Stołowych

Kanion szczelinowy położony na terenie rezerwatu w stanie Arizona w USA jest jednym z najczęściej odwiedzanych kanionów na świecie, a zarazem mekką dla amatorów impresyjnej fotografii. W określonych miesiącach roku promienie słoneczne wpadają do kanionu niemalże prostopadle, magicznie oświetlając skalny labirynt. Nie trzeba jednak rezerwować doby na sam przelot ani prosić o zgodę na wstęp indiańskiego plemienia, by poczuć się jak w rozpromienionej snopami światła kamiennej bajce. Małpolud, wielbłąd, kura, słoń, a nawet mamut – to tylko część zwierzaków, jakie zobaczyć można na szczycie najbardziej baśniowej polskiej góry. Niestety, jak to w bajkach bywa, wszystkie zostały zamienione w kamień… Ale i tak robią wrażenie. Podobnie jak dziesiątki innych fantazyjnych form skalnych, które na terenie Błędnych Skał w Parku Narodowym Gór Stołowych otaczają turystów ze wszystkich stron.

W niezwykłym labiryncie o wymiarach 600 x 300 m można się zgubić na długie godziny, a nieziemska atmosfera pozwoli poczuć się niczym na planie jakiejś superprodukcji z gatunku fantasy. Kiedy zaś uda wam się już wydostać z plątaniny wąskich przejść, kamiennych załomów i zaskakujących konstrukcji, czekają was zapierające dech w piersiach widoki. Najwyższy szczyt Gór Stołowych wygląda jak filmowa dekoracja – i będzie w tym całkiem sporo prawdy. Przecież to właśnie tutaj kręcono niektóre sceny do filmowej wersji „Opowieści z Narnii”.

Jak w zamku w Sintrze – zamek Książ

Położona ok. 25 km od Lizbony Sintra, znana jako „miasto-ogród”, przez wieki była letnią siedzibą portugalskich monarchów – dziś zaś słynie z niezwykłego nagromadzenia pałaców, zamków i arystokratycznych rezydencji, malowniczo wkomponowanych w zielony, górski krajobraz. W 1995 r. całość została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale żadna z pojedynczych budowli nie może się równać z bajecznie kolorowym, ekstrawagancko łączącym najróżniejsze style, Pałacem Pena na szczycie górującego nad okolicą wzgórza.

By poczuć klimat pałacu będącego realizacją królewskiego kaprysu, nie trzeba jednak wdrapywać się na żadne portugalskie wzgórze. Wystarczy uwzględnić Wałbrzych w planach urlopowych i zwiedzić tam trzeci co do wielkości – a zdaniem wielu osób również najpiękniejszy – zespół zamkowy na ziemiach polskich. Wzniesiony pod koniec XIII wieku przez Piastów Śląskich i wielokrotnie przebudowywany w kolejnych stuleciach gmach Zamku Książ oszałamia stylistyczną różnorodnością. Gotyckie mury sąsiadują z pełnymi barokowego przepychu salami balowymi – jak słynna Komnata Maksymiliana. Renesansowa lekkość zdobień kontrastuje zaś z ponurymi lochami, które łącznie mają ponad 1 km długości – i wciąż pozostają nie do końca zbadane. Szalony rozmach, wielobarwny eklektyzm, zaskakujące kontrasty architektoniczne – trudno pozostać obojętnym.

Jak w Besalú – Bystrzyca Kłodzka 

Jeśli szukać najpiękniejszej miejskiej panoramy na Ziemi Kłodzkiej, wybór bez wątpienia padłby na Bystrzycę Kłodzką. Zabytkowe miasto wznosi się tarasowo nad doliną Nysy i oglądane z poziomu rzeki do złudzenia przypomina średniowieczne miasteczka w Hiszpanii czy Pirenejach. Do dziś zachował się tutaj historyczny układ przestrzenny wraz z częścią XIV-wiecznych murów oraz basztami i bramami, które przywodzą na myśl fortyfikacje położonego nad brzegiem rzeki Fluvià  Besalú. I choć być może malowniczy kamienny most na Nysie Kłodzkiej nie robi takiego wrażenia, co ten 100-metrowy, z siedmioma łukami i dwiema wieżami w Katalonii, to jednak tylko  Bystrzycy Kłodzkiej odwiedzić można Muzeum Filumenistyczne – unikalną w skali kraju placówkę poświęcona w całości zapałkom i zapalniczkom.

Jak w Wielkim Kanionie Kolorado – rafting po Dunajcu

Jak się ma Dunajec do Kolorado? Spływ ich raz spokojnymi, raz wartkimi nurtami zawsze zapewnia nadzwyczaj duży przypływ adrenaliny. Rafting na wijącej się wśród skał rzece Kolorado to okazja do podziwiania z perspektywy wodnego żywiołu Wielkiego Kanionu. To jeden z najwspanialszych cudów natury – jest tak monumentalny, że widać go z kosmosu i tak zachwycający, że jest jednym z najczęściej fotografowanych miejsc na Ziemi! Fantazyjnie wyżłobione przez wiatr i wodę formacje skalne w kolorze ciepłego brązu odkrywane z poziomu rzeki zaskakują na nowo.

Nie mniejszą dawkę adrenaliny o wodnym podłożu zapewni rafting przełomem Dunajca – polskiego Kolorado. To około kilkanastu kilometrów malowniczej trasy biegnącej pośród pienińskich szczytów, wzdłuż granicy polsko-słowackiej – niezapomniane widoki i przeżycia murowane! Wodna eskapada to wyjątkowa okazja do obejrzenia Pienin „od środka”, Trzy Korony i Sokolica widziane z poziomu wijącego się wśród gór Dunajca nabierają zupełnie nowego wymiaru!

Jak w Rzymie lub we Francji – na Suwalszczyźnie 

Imponujące rozmiary, doskonałe proporcje architektoniczne, szlachetne zdobienia – a wszystko to wśród rozległych lasów Puszczy Rominckiej, jednego z najbardziej dziewiczych obszarów na Suwalszczyźnie. Dwa bliźniacze wiadukty kolejowe w Stańczykach na pierwszy rzut oka wyglądają tak, jakby przed chwilą ktoś je tu przeteleportował prosto ze starożytnego Rzymu. I to bynajmniej nie przypadek. Betonowe konstrukcje zostały bowiem wzniesione w okresie dwudziestolecia międzywojennego przez włoskich budowniczych, którzy podczas prac wzorowali się na rzymskim akwedukcie Pont-du-Gard w południowej Francji.

Przed II wojną światową prowadziła tędy linia kolejowa Gołdap-Żytkiejmy. Dziś żadnych pociągów nie uświadczymy, można więc w spokoju podziwiać klasyczne kształty i architektoniczną perfekcję kontrastującą z naturalnym otoczeniem. Choć nie jest to z pewnością atrakcja dla osób z lękiem wysokości. Wiadukty wznoszą się ponad 35 m nad ziemią – to więcej, niż liczy sobie 10-piętrowy blok. Można poczuć zawrót głowy i poczuć się jak… w starożytnym Rzymie czy na rzymskim wiadukcie w Prowansji.

Jak w Disenylandzie  – Moszna, 35 km od Opola

Ma 99 wież i 365 pokoi, łączy w sobie elementy co najmniej 3 różnych stylów architektonicznych, przegląda się w dużym stawie i wyglądałby zupełnie jak zamek z fantazji Walta Disneya, gdyby nie to, że jest prawdziwy – i można go oglądać w małej miejscowości Moszna, 35 km od Opola. Oszałamiający architektonicznym rozmachem pałac był rezydencją śląskiego rodu Tiele-Wincklerów, którzy przyjmowali tu nawet ostatniego cesarza Niemiec Wilhelma II. Otoczona 200-hektarowym parkiem budowla w niczym nie ustępuje słynnym francuskim zamkom znad Loary, choć jest od nich znacznie młodsza. Obecnych kształtów pałac w Mosznej nabrał bowiem na przełomie XIX i XX wieku, a ostatnie skrzydło zostało dobudowane tuż przed I wojną światową. Ciekawostką może być również fakt, że przez wiele lat mieściło się tu Centrum Terapii Nerwic – trudno zaiste o lepsze miejsce na odprężenie i poprawę nastroju. Nie trzeba wizyty w Disneylandzie, by poczuć się jak w krainie fantazji!

Jak w Teksasie – Jezioro Szmaragdowe w Szczecinie

Szczecińskie Jezioro Szmaragdowe ma z jeziorem Hamilton Pool w stanie Teksas znacznie więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. Geneza obu ma incydentalny charakter. Hamilton Pool powstał na skutek ogromnej erozji i zapadnięcia się ziemi pod rzeką. Jezioro Szmaragdowe to konsekwencja nieszczęśliwego wypadku – podczas prac wydobywczych w 1925 roku w kopalni kredy i margla nastąpił przeciek, a wyrobisko gwałtownie zalała woda. Oba zachwycają szmaragdowym odcieniem. Charakterystyczny kolor wody polskiego jeziora to efekt zawartości węglanu wapnia. Swoją oryginalną barwę teksański akwen zawdzięcza procesom geologicznym, które zachodziły tu przed tysiącami lat.

Do obu co roku ciągną dziesiątki zwiedzających – nie tylko dla wodnej rekreacji, ale i z powodu mnogości zlokalizowanych w okolicy atrakcji. W bezpośrednim sąsiedztwie szczecińskiego jeziora  znajdują się podziemia z czasów II wojny światowej, a na jego dnie – na głębokości ok. 18 metrów – wciąż spoczywają  pozostałości górniczych urządzeń i maszyn. O unikalności jeziora w Ameryce decyduje malowniczy wodospad, wpadający do jadeitowego jeziora z wysokich na 15 metrów wapiennych płyt.  Walory estetyczne akwenu docenili m.in. realizatorzy filmu „The Hot Spot” z 1990 roku z Jennifer Connelly i Donem Johnsonem w roli głównej,  adaptując jego wody i okoliczne groty do potrzeb scenograficznych.  W najnowszej historii kinematografii miejscem inspirowali się też twórcy filmu science-fiction „Predators” czy lirycznego dramatu „Drzewo życia”. Nie trzeba jednak transkontynentalnych lotów, by poczuć klimat Ameryki. Wystarczy wizyta w Parku Krajobrazowym „Puszcza Bukowa” na osiedlu Szczecina.

Jak w Toskanii – Zielona Góra (okolice) 

Gdyby w jednym z kadrów z okolic Zielonej Góry, łańcuch płaczących wierzb czy topoli podmienić na rzędy cyprysów, krajobrazy te z powodzeniem stać mogłyby się scenografią do filmów Bertolucciego. Nie bez znaczenia jest też panująca tu atmosfera. W końcu Zielona Góra to polska stolica wina. Według antycznej legendy, po zabójstwie Bachusa bogini Atena Pallas pokropiła jego krwią różne kawałki ziemi, a  jedna z kropel krwi spadła właśnie na Zieloną Górę. To właśnie tu przed wiekami wyprodukowano pierwsze niemieckie wino musujące, a dziś – pod okiem etnologów – organizowana jest jedna z największych imprez na cześć winobrania w naszym kraju.

W wybraną sobotę września pieczę nad kluczami do lubuskiej stolicy przejmuje z rąk prezydenta miasta Bachus, a zielonogórskie ulice zamieniają się wielki jarmark. Winnice otwierają swoje  podwoje przed zwiedzającymi, a po okolicznych rzekach organizowane są winobraniowe rejsy galerami. Na tych, którzy wolą pozostać na ladzie czekają koncerty, spektakle, liczne wystawy oraz turnieje i wydarzenia sportowe. Jest gwarno, wesoło i wysokoprocentowo, i trochę jak w słońcu Toskanii. 

Jak w Amsterdamie – Bydgoszcz 

Choć są podobne, choć  niemal wszystko, co w nich najciekawsze, wiąże się z rzekami, wyspami i kanałami, to tylko jedno z tych miast znalazło się w roku 2020 w prestiżowym gronie TOP 10 najmodniejszych miejsc do odwiedzenia – i była to Bydgoszcz, siostra bliźniaczka Amsterdamu. W trakcie wizyty w mieście nad Brdą koniecznie trzeba przespacerować się bulwarami, zajrzeć na Wyspę Młyńską i do „Bydgoskiej Wenecji” oraz rzucić okiem na pochodzący z XVIII w. Kanał Bydgoski – najstarszy czynny śródlądowy kanał w Polsce. Nie można też zapomnieć pstryknąć sobie fotki na tle zabytkowych spichlerzy z muru pruskiego – będzie się ciekawie komponować w albumie obok zdjęcia z miasta kanałów i mostów nad rzeką Amstel. 

Komentowanie zostało wyłączone.